Między kulturą a technologią. Dlaczego humaniści zajęli się sztuczną inteligencją?

fot. Nazim Belkaid

fot. Nazim Belkaid 

Kto jest autorem dzieła stworzonego przez algorytm? Czy chatbot zastąpi przewodnika w muzeum? I dlaczego krytyczne myślenie może okazać się ważniejsze od znajomości kolejnych narzędzi? O tym, jak sztuczna inteligencja zmienia kulturę, media i edukację, rozmawiamy z dr. Tomaszem Lidzbarskim, opiekunem specjalności Media cyfrowe i technologie AI w kulturze na studiach licencjackich z kulturoznawstwa na Uniwersytecie Gdańskim.

Urszula Abucewicz: - Sztuczna inteligencja zmieniła świat. Dlaczego kulturoznawcy postanowili się nią zająć?

dr Tomasz Lidzbarski: - Specjalność Media cyfrowe i technologie AI w kulturze nie jest zerwaniem z tradycją kulturoznawstwa, tylko jej współczesnym rozwinięciem. Jednym z ważnych źródeł naszej dyscypliny są brytyjskie studia kulturowe, które już kilkadziesiąt lat temu zaczęły poważnie badać telewizję, kulturę popularną, subkultury czy codzienne życie. Pokazały, że kultura jest nie tylko w operze czy w muzeum, ale także na rogu ulicy. Dziś ten róg ulicy jest w dużej mierze cyfrowy.

Czytamy na ekranach, muzea digitalizują zbiory, zdjęcia przechowujemy w chmurze, a platformy wpływają na to, jakie treści do nas docierają. Trudno więc analizować współczesną kulturę, pomijając cyfrową warstwę naszego życia. Zajmowanie się AI jest z tej perspektywy czymś zupełnie naturalnym.

Pomysł na nową specjalność wyrósł również z rozmów z instytucjami kultury i sektorem kreatywnym. Jednocześnie warto podkreślić, że to tylko część studiów. Wszyscy studenci kulturoznawstwa mają wspólną, mocną podstawę humanistyczną - od antropologii i filozofii po teorię i historię kultury, sztukę, film czy literaturę. Po pierwszym semestrze wybierają jedną z dwóch specjalności: Media cyfrowe i technologie AI w kulturze albo Krytykę i popularyzację kultury.

Nowa specjalność rozwija więc ten wspólny fundament o perspektywę cyfrową. Nie chodzi o uczenie generowania kolejnych treści za pomocą AI, ale o krytyczne rozumienie technologii - jej możliwości, ograniczeń i wpływu na kulturę oraz społeczeństwo.

 

fot. mat. prasowe

fot. magnific.com

- Czym różni się ta specjalność od kierunków informatycznych lub medialnych?

- Informatyka koncentruje się przede wszystkim na tym, jak tworzyć i rozwijać technologie. My pytamy raczej, co te technologie robią z ludźmi, kulturą, wyobraźnią, relacjami władzy czy rynkiem pracy. Im prostsze stają się narzędzia, tym ważniejsze jest nie samo ich używanie, ale rozumienie związanych z nim konsekwencji.

Dlatego nie uczymy programowania ani obsługi kolejnych narzędzi AI. Zajmujemy się UX, etyką danych, komunikacją, ale przede wszystkim krytycznie analizujemy wpływ technologii na twórczość, kulturę czy prawo autorskie.

Od kierunków medialnych odróżnia nas z kolei mocny fundament kulturoznawczy: antropologia, filozofia, teoria i historia kultury. Dzięki temu patrzymy na technologię nie tylko jak na zestaw narzędzi, ale także jako na część szerszych przemian społecznych i kulturowych.

Jakie zmiany w sektorze kultury i mediów widać dziś najmocniej?

- Jeszcze niedawno o tym, co trafiało do szerokiej publiczności, decydowali przede wszystkim redaktorzy, wydawcy czy krytycy. Dzisiaj coraz większą rolę odgrywają platformy i ich systemy rekomendacyjne. To one wpływają na to, co zyskuje widoczność, co staje się popularne, a co pozostaje na marginesie.

Druga zmiana jest jeszcze bardziej radykalna. Technologia nie tylko pośredniczy w obiegu treści, ale zaczyna uczestniczyć w ich produkcji. Redakcje, twórcy i użytkownicy korzystają z generatywnej AI do tworzenia tekstów, obrazów, głosu czy wideo. To każe nam stawiać pytania o to, na bazie jakich danych powstały te modele, czyja praca je zasila i kto czerpie z tego korzyści.

I wreszcie zmienia się nasze zaufanie do mediów. Jeszcze niedawno widok fotografii czy nagrania był pewnym świadectwem, że coś się wydarzyło. Dzisiaj coraz częściej musimy pytać o to, kto to stworzył, skąd to pochodzi i czy rzeczywiście możemy temu zaufać.

- W świecie, w którym wszystko jest sztuczne i wygenerowane, tęsknimy za prawdziwym autorytetem?

- Myślę, że tak i jest w tym pewien paradoks. Im łatwiej wygenerować tekst, obraz czy głos, tym większą wartość może zyskiwać to, za czym stoi konkretny człowiek, jego doświadczenie, odpowiedzialność i własny punkt widzenia. Słyszę to też w rozmowach ze studentami: „AI jest wszędzie, jesteśmy nią zmęczeni”. Być może właśnie dlatego coraz bardziej zaczynamy zwracać uwagę nie tylko na samą treść, ale też na to, kto ją stworzył i czy możemy mu zaufać.

Jak sztuczna inteligencja zmienia sposób funkcjonowania instytucji kultury?

Przede wszystkim może przejmować część żmudnej pracy wykonywanej na zapleczu. W muzeach, galeriach czy bibliotekach pomaga w opisywaniu i przeszukiwaniu zbiorów, transkrypcji, tłumaczeniach czy analizie dużych zasobów. Są też zastosowania bardziej spektakularne - AI wykorzystuje się choćby do odczytywania uszkodzonych lub trudno dostępnych tekstów historycznych.

Zmienia się również kontakt instytucji z odbiorcą. AI może wspierać komunikację, analizować potrzeby publiczności, ułatwiać dostęp do zbiorów w różnych językach czy pomagać tworzyć bardziej spersonalizowane sposoby zwiedzania.

To oczywiście rodzi nowe pytania. Jeśli tłumaczenie, opis dzieła czy rekomendację przygotowuje system, trzeba ustalić, kto odpowiada za ich jakość, interpretację i ewentualne błędy. I właśnie tutaj rola człowieka nie znika - raczej przesuwa się w stronę weryfikacji, interpretacji i odpowiedzialności. 

- Czy chatboty zastąpią przewodników?

- Nie sądzę. Przez wiele lat sam pracowałem jako przewodnik i właśnie z tej perspektywy patrzę na tę zmianę. ChatGPT czy Gemini mogą dziś błyskawicznie dostarczyć informacji czy pomóc zaplanować podróż, ale przewodnik nigdy nie był tylko źródłem faktów. Liczy się opowieść, interpretacja, emocje i przede wszystkim doświadczenie miejsca. Turyści szukają nie tylko wiedzy, ale też kogoś, kto pomoże im dane miejsce zobaczyć, zrozumieć i przeżyć.

Uczelnie stają dziś zresztą przed podobnym pytaniem. Skoro sam dostęp do informacji przestał być czymś wyjątkowym, nie wystarczy już tylko tę wiedzę przekazywać. Coraz ważniejsze staje się uczenie, jak z niej korzystać, jak ją oceniać, rozumieć w szerszym kontekście i przekładać na sensowne decyzje.

I właśnie tu widzę dużą szansę dla humanistyki. Im sprawniejsze stają się maszyny, tym większego znaczenia nabierają kompetencje związane z rozumieniem człowieka, kultury i komunikacji - czyli to, co od dawna rozwijamy na kulturoznawstwie. I widać, że to działa. Kulturoznawstwo na UG zajmuje dziś 4. miejsce w Polsce w rankingu Perspektyw, a wśród kierunków kulturoznawczych ma drugi wynik w kraju pod względem zatrudnienia absolwentów. Być może właśnie epoka AI okaże się więc momentem, w którym na nowo odkryjemy wartość humanistyki.

 

- Czy sztuczna inteligencja jest dla twórców konkurencją czy narzędziem?

- Chyba jednym i drugim. Dla części twórców sztuczna inteligencja może być narzędziem, które przyspiesza pracę, pomaga eksperymentować albo podsuwa nowe możliwości. Ale ta sama technologia może też przejmować część zadań, które dotąd wykonywali ludzie. Nie ma więc sensu udawać, że nie ma tu żadnej konkurencji.

Z drugiej strony podobne obawy pojawiały się w historii mediów już wcześniej. Fotografia nie zabiła jednak malarstwa, a kino nie zabiło teatru. Nowe technologie raczej zmieniały reguły gry i zmuszały twórców do szukania własnego miejsca. Z AI może być podobnie. Jeżeli w kilka sekund można wygenerować poprawny tekst, obraz czy muzykę, jeszcze bardziej zaczyna się liczyć to, co ma własny charakter - punkt widzenia, styl, doświadczenie, coś, po czym rozpoznajemy konkretnego autora.

Nie chciałbym jednak tego idealizować. Za rozwojem AI stoi też realny spór o dane treningowe, prawa twórców i pieniądze. Jeśli modele uczą się na cudzej pracy, trzeba pytać, na jakich zasadach mogą z niej korzystać i kto później czerpie z tego korzyści.

Dlatego jako kulturoznawców interesuje nas nie tyle samo generowanie, ile to, co AI zmienia w pojęciu autorstwa, w wartości pracy twórczej i w odpowiedzialności za to, co powstaje.

- Jakie dylematy prawne i etyczne będą omawiane podczas zajęć?

- Będzie na to sporo miejsca. Mamy takie przedmioty jak Kultura cyfrowa, Kulturowe konteksty sztucznej inteligencji, Antropologia nowych mediów czy UX i projektowanie doświadczeń cyfrowych, a już na pierwszym roku studenci przechodzą szkolenie z ochrony własności intelektualnej.

W ramach zajęć chcemy rozmawiać nie tylko o prawie autorskim czy prywatności, ale też o tym, co zwykle pozostaje ukryte za wygodnym interfejsem - pracy ludzi oznaczających dane i moderujących treści, automatyzacji zawodów kreatywnych czy kosztach środowiskowych rozwoju AI. To ważne, bo świat cyfrowy tylko pozornie jest niematerialny. Za każdym systemem stoją ludzie, infrastruktura, energia i konkretne zasoby.

Interesować nas będzie więc nie tylko to, co technologia potrafi, ale też jakie koszty ze sobą niesie, gdzie przebiega granica odpowiedzialnego użycia i kto ponosi odpowiedzialność za jej skutki.

 

fot. mat. prasowe

fot. magnific.com

- Gdzie absolwenci tej specjalności będą mogli znaleźć zatrudnienie?

- Już dziś możliwości jest sporo. To przede wszystkim agencje kreatywne, media i redakcje internetowe, branża gier, komunikacja, UX i projektowanie doświadczeń cyfrowych. Coraz więcej takich kompetencji potrzebują też muzea, teatry czy biblioteki, które digitalizują zbiory, rozwijają komunikację online i szukają nowych sposobów pracy z odbiorcą.

Zależy nam na tym, żeby absolwenci potrafili poruszać się między kulturą a technologią - rozumieli odbiorców i procesy kulturowe, ale jednocześnie umieli współpracować z zespołami technologicznymi czy projektowymi. W wielu instytucjach właśnie takich „tłumaczy” między tymi dwoma światami zaczyna dziś brakować.

Jak pan myśli, jakie zawody powstaną na styku kultury i technologii?

- Części z nich zapewne jeszcze nie znamy. Kilkanaście lat temu mało kto planował karierę w UX, content marketingu czy mediach społecznościowych. Dziś natomiast dopiero kształtują się profesje związane z odpowiedzialnym wdrażaniem AI, weryfikacją autentyczności treści czy projektowaniem relacji człowieka z technologią.

Ale równie ciekawe jest to, jak technologia zmieni zawody, które już istnieją. Kurator, dziennikarz, specjalista od komunikacji czy pracownik instytucji kultury nie przestaną być potrzebni, ale będą pracować w innym środowisku. Coraz częściej trzeba będzie rozumieć, jak działają narzędzia cyfrowe, jakie mają ograniczenia i co ich wykorzystanie oznacza dla odbiorcy.

Dlatego nie chcemy kształcić do pracy w jednym „zawodzie przyszłości”. Ważniejsze jest przygotowanie ludzi, którzy potrafią odnaleźć się w momencie, kiedy zmieniają się narzędzia, zakres obowiązków, a czasem całe zawody. I właśnie tutaj połączenie kompetencji humanistycznych z rozumieniem technologii może okazać się szczególnie cenne.

- Czy współpraca z AI będzie tak podstawowa jak dziś obsługa komputera?

- Myślę, że tak. Narzędzia oparte na AI już dziś stają się czymś równie oczywistym jak poczta elektroniczna czy edytor tekstu. Sama umiejętność ich obsługi nie będzie więc szczególną przewagą, ale podstawową kompetencją.

Znacznie ważniejsze będzie rozumienie, kiedy można na takim narzędziu polegać, kiedy trzeba sprawdzić jego odpowiedź, a kiedy lepiej z niego nie korzystać. I tu wracamy do tego, czym zajmuje się kulturoznawstwo. Nie uczymy, jak włączyć telewizor, tylko jak rozumieć to, co pojawia się na ekranie. Z AI jest podobnie. Nie pytamy o to, jak generować treści, tylko o to, jaki świat generuje nam sztuczna inteligencja.

Dzisiaj mówi się o AI literacy - kompetencji pozwalającej nie tylko korzystać ze sztucznej inteligencji, ale też rozumieć jej możliwości, ograniczenia i konsekwencje. I właśnie na tym nam zależy. Zresztą sami studenci coraz częściej mówią, że nie potrzebują kolejnego kursu automatycznego tworzenia tekstów czy obrazów. Chcą przede wszystkim rozumieć, z czym właściwie mają do czynienia.

Więcej informacji o specjalności: Media cyfrowe i technologie AI w kulturze 

Urszula Abucewicz / CKiP