Gwóźdź na piersiach i żelazny nóż pod szyją, a nad miednicą fragment ceramicznego naczynia - pochówek odkryty na średniowiecznym cmentarzysku w Starym Mieście koło Dąbrówna z pewnością nie należy do typowych. Czy taka zawartość grobu może sugerować praktyki antywampiryczne? Dr Arkadiusz Koperkiewicz uważa, że wcale nie musi tak być. Skojarzenia z wampirami budzą jednak żywe zainteresowanie, co w pewnych sytuacjach może pomóc w popularyzacji badań i promowaniu wiedzy naukowej.
Studenci archeologii UG z dr. Arkadiuszem Koperkiewiczem w trakcie wykopalisk w Starym Mieście, fot. G. Chojnowski
- Gdy czytałam artykuły o znalezisku w okolicach Dąbrówna, zauważyłam, że ich nagłówki często zaczynają się od interpretacji. Co się dzieje pomiędzy odkryciem a komunikatem? Z jakimi wyzwaniami mierzy się archeolog, który chce zainteresować publiczność własnym odkryciem, a jednocześnie zachować rzetelność naukową?
- Ponieważ bliska mi jest Warmia, którą niegdyś rządził książę biskup Ignacy Błażej Franciszek Krasicki, zacytuję jego słowa: „Czy nos dla tabakiery, czy ona dla nosa?”. Niegdyś popularyzacja nauki polegała po prostu na tym, że w sposób przystępny dzieliliśmy się wiedzą o badaniach naukowych - i dotyczyło to również archeologii. Kilka lat temu w Trokach spędziłem całą noc w hotelu, oglądając z wypiekami na twarzy popularno-naukowy program o litewskiej archeologii. To był wręcz dokument, trwał długo, ale był bardzo ciekawy. Ktoś mógłby zapytać - skoro tak, dlaczego sami nie robimy takich rzeczy?
- No właśnie - czemu?
- W Polsce jest już sporo takich produkcji, ale nie są one dominujące. Zadziwiało mnie zawsze, że dziennikarze mediów regionalnych, mając na tacy gotowce sensacyjnych odcinków archeologicznych i jednocześnie tematów dokumentalnych właśnie, zjawiali się wyłącznie wtedy, kiedy pojawiał się news w mediach ogólnopolskich. W naszych mediach dominuje klikalność, to zaś przewróciło całkowicie obraz popularyzacji. Obecnie nie chodzi o to, żeby spopularyzować dany temat, tylko o to, żeby ten temat odsłonił się w jak największej liczbie. Już za chwilkę potrzebna jest kolejna sensacja.
W związku z tym staramy się dopasowywać do gustów odbiorców, bo wiemy, czego oni oczekują. Ilość tzw. „spektakularnych” odkryć i sensacji jest tak olbrzymia, że popularyzacja przyczynia się do infantylizacji. W rezultacie czytamy nagłówki typu: „archeolodzy odnaleźli szkielet ludzki pod posadzką kościoła”.
Jeżeli pisze się o odkryciu naukowym - na przykład jakiegoś zaginionego średniowiecznego miasta - bo to jest coś nowego, bo ma olbrzymi walor naukowy - to zainteresowanie będzie najpewniej marne. Desperackie próby zwrócenia uwagi typu „kolejny Biskupin, kolejne Pompeje” też już się opatrzyły. Ale jeśli pojawi się „wampirka Grażynka”, szansa na zainteresowanie jest większa.
- No właśnie, wracając do Dąbrówna, na ile powszechne są odkrycia takich pochówków?
- Temat znany mi wcześniej, niż „mnie to spotkało”. Prowadząc wykład „Obrzędowość pogrzebowa w średniowieczu”, nie sposób pominąć problematyki nietypowych grobów. Studenci z kolei uwielbiają ten temat do opracowań. W ostatnim czasie szeroko w mediach relacjonowane są badania toruńskiego zespołu słynnego grobu z Pnia, niedaleko Bydgoszczy. Pisałem też dysertację o pochówkach słowiańskich z przełomu I i II tysiąclecia, gdzie atypowe praktyki są „marginalną normą”. W tym czasie miała miejsce radykalna zmiana praktyk grzebalnych - można to nazwać „rewolucją chrześcijańską”.
- Na czym ona polegała?
Studentki archeologii UG w trakcie eksploracji średniowiecznego pochówku, Stare Miasto, gm. Dąbrówno, fot. A. Koperkiewicz
- Przede wszystkim wcześniejszy zwyczaj palenia zmarłych zastąpiono inhumacją, wobec czego mamy do czynienia głównie z cmentarzyskami szkieletowymi. Identyczny proces, ale dwa wieki później, widać w Prusach Krzyżackich. O wadze tej zmiany świadczy choćby to, że praktyki pogrzebowe to jedne z najbardziej konserwatywnych i zakorzenionych zwyczajów społeczności. Rytuał ciałopalenia związany był integralnie ze sferą wierzeniową i z pewnością niełatwo było radykalnie od niego odejść. A jednak te społeczności przestają palić zmarłych, pojawiają się cmentarzyska szkieletowe - i między nimi jest wiele cech wspólnych.
I tu dochodzimy do kwestii popularyzacji znalezisk (oraz naszego odkrycia). Jeżeli coś dotyczy problematyki obrzędowości pogrzebowych w takiej czy innej epoce, to wiadomo, że największe zainteresowanie będą budzić rzeczy nietypowe, tematy „chwytliwe” medialnie. Często stają się nimi doniesienia o „praktykach antywampirycznych” (które po dokładnym sprawdzeniu na ogół nie mają z wampirami nic wspólnego). Żeby było jasne, naukowiec nie może powiedzieć „znalazłem wampira”. Nie ma jednak wpływu na rozwój medialnego newsa, bo cóż szkodzi przypuszczać?
- Jak było w przypadku znaleziska z Dąbrówna? Odkrycie pochówku kobiety, w którym umieszczono metalowe przedmioty, z pewnością było nietypowe…
Stare Miasto, gm. Dąbrówno. Średniowieczny nietypowy pochówek z nożem pod szyją, grób nr 13, fot. A. Koperkiewicz
- Doprecyzujmy, co znaleziono, bo same metalowe przedmioty bez ukazania ich kontekstu o niczym jeszcze nie świadczą. Przede wszystkim grób zwrócił uwagę, bo zachował się zarys kłody, drążonego pnia drewna wykorzystanego jako trumna. Potem ciekawy, ale znany już zwyczaj dokładania pruskim neofitom kawałka rozbitego naczynia glinianego. Wyjątkowe było ułożenie żelaznego noża tuż pod żuchwą, a w tym kontekście gwóźdź na piersiach skierowany ostrzem ku górze mógłby poświadczać, że nie jest to przypadek, tylko element rytuału. Fotografia rentgenowska potwierdziła, że ostrze znajdowało się przy ciele zmarłego.
Obserwowałem „ewolucję” informacji prasowych o odkryciu z Dąbrówna. Pierwszy autoryzowany tekst dla Polskiej Agencji Prasowej był oczywiście wyważony i ostrożny, jeśli chodzi o interpretację. Ale już w tłumaczeniu na język angielski na stronie Heritage Daily wyglądał inaczej, w kolejnej odsłonach jeszcze inaczej - i w ten sposób działa samonakręcający się młyn produkujący plewy z ziarna prawdy.
Ciekawy jest medialny rozgłos wokół „wampirki” spod Bydgoszczy, bo to stanowisko jest bardzo ważne dla nauki. Zespół praktyk, które obserwowali tam archeolodzy z Torunia, jest niezwykle ciekawy. Należałoby pogratulować promocji, ponieważ zainteresowanie „wampirką” posłużyło dalszym badaniom i stworzeniu prawdziwie interdyscyplinarnego projektu. To pozytywny przykład tego, jak klikalność może przekładać się na możliwości badań.
- Doniesienia o wampirach brzmią medialnie - co jednak o takich znaleziskach mówi archeologia?
- W wielu kulturach i epokach znajdujemy liczne przykłady „oryginalnego” potraktowania zwłok. Jednym z ciekawszych na ziemiach polskich jest przykład tzw. grupy masłomęckiej, czyli cmentarzysk Gotów w okolicach Hrubieszowa z II - IV w. n.e. Obserwowane praktyki pogrzebowe mogą wydawać się makabryczne: wielokrotne odkopywanie grobów, ćwiartowanie ciał, grzebanie części, wykonywanie amuletów z ludzkich kości.
Jeśli chodzi o pochówki wczesnośredniowieczne, część z nich możemy nazwać nietypowymi, jakkolwiek bardzo często są one typowe w swej nietypowości. Czasem mówimy też o „tak zwanych zabiegach antywampirycznych”, ale to określenie mocno umowne. Etymologia słowa „wampir” jest dość złożona i nie mam przekonania, żeby w racjonalnym moim zdaniem średniowieczu była rozumiana tak jak dziś. Wampiry to nowożytne wynalazki, a „intelektualną dyskusję” z epoki na ten temat możemy prześledzić w słynnej powieści Jana Potockiego - Rękopis znaleziony w Saragossie. Na marginesie i ku pamięci zmarłej właśnie wybitnej aktorki dodajmy, że w roli Eminy, demonicznej (by nie rzec: wampirycznej) księżniczki, wystąpiła Iga Cembrzyńska. Jak zwykle w naszej historii Potocki wyprzedził swoje czasy, ale to z pewnością słynna powieść Brama Stockera z końca XIX w. zaszczepiła wampiry do kultury masowej. Autor nigdy w Transylwanii nie był, ale postaci Draculi i dr. van Helisinga na stałe będą już kojarzone z tamtą stroną Karpat. Na szczęście odnoszę wrażenie, że za sprawą popularyzacji archeologii właśnie Siedmiogród zostaje zdeklasowany, a Polska staje się potentatem, jeśli idzie o ilość odkrywanych wampirów.
- Jakie pochówki są charakterystyczne dla czasu, z którego pochodzi znalezisko z Dąbrówna?
- Jak wspominałem, we wczesnym średniowieczu, czyli na początku drugiego tysiąclecia n.e., upowszechnia się rytuał pochówku szkieletowego.To było ostre postawienie granicy między tym, co było, a tym, co przyszło. Podstawowy warunek dotyczący pochówku nawróconych chrześcijan był taki, że nie można było grzebać zmarłych na rodowych cmentarzach, dosłownie: po polach i w lasach. Musieli być chowani w przestrzeni kościelnego sacrum, na wyznaczonym cmentarzu. Identycznie dzieje się później w krzyżackich Prusach. Tak zwana ugoda dzierzgońska z połowy XIII wieku kładzie bardzo duży nacisk na to, by Prusowie odeszli od swoich dawnych rytuałów pogrzebowych (przede wszystkim palenia zmarłych i chowania wraz z dobytkiem), a zmarłych chowali na cmentarzach zakładanych obok kościołów. Przykład tak organizowanego miejsca znaleźliśmy ostatnio w Barczewku, na Warmii.
Te cmentarzyska, czy to wcześniej słowiańskie, czy takie jak w Dąbrównie - wczesnokrzyżackie, mają pewne cechy wspólne. Wspólny mianownik wymusza chrześcijaństwo. Na przykład ściśle zachowuje się ideę orientacji pochówku i składania na osi wschód-zachód. We wczesnym średniowieczu bardzo często mamy do czynienia z pewną manipulacją kierunkiem orientacji (kobiety głowy na zachód, mężczyźni głowy na wschód), ale jest to osobna kwestia. Generalna idea dotyczy złożeni ciała tak, aby skierować wzrok ku wschodowi, skąd nadejdzie Zmartwychwstanie. Zmarli chowani są w pozycji wyprostowanej, z rękami wyciągniętymi wzdłuż ciała. W późniejszych okresach ręce bywają też krzyżowane w różnych konfiguracjach. To ostatnie często się wiąże z regionem: krzyżowanie rąk ma miejsce w rejonie wpływów kościoła wschodniego (mam hipotezę, że może to być związane z wizerunkiem na Całunie Turyńskim), a na zachodzie, w obrębie cywilizacji łacińskiej, mamy zwykle do czynienia z wyprostowanymi rękami. We wczesnym średniowieczu zdarzają się także elementy wyposażenia osobistego, biżuterii i innych darów grobowych.
Stare Miasto, gm. Dąbrówno. Średniowieczny nietypowy pochówek, grób nr 13, fot. A. Koperkiewicz
- Co mogą nam powiedzieć pochówki nietypowe?
- Już przed wielu laty specjalistka w tej dziedzinie, prof. Helena Zoll-Adamikowa, a za nią Przemysław Żydok, zwracali uwagę, że sensacyjność części znalezisk może wynikać po prostu ze stanu aktualnych badań (np. dostępnych źródeł), a nietypowość niektórych pochówków może mieć bardzo prozaiczne przyczyny - i wcale nie musi się wiązać z praktykami antywampirycznymi. Pochówek w nietypowej pozycji może być determinowany czynnikami losowymi, na przykład rodzajem śmierci. Różne okoliczności mogły uniemożliwić wypełnienie całego rytuału pogrzebowego.
Oczywiście zdarzają się przypadki, których nie da się w prosty sposób wytłumaczyć losowo. Chodzi przede wszystkim o pochówki, w których takich nietypowych cech jest więcej niż jedna. Wspomniani badacze stworzyli cały katalog takich cech: oprócz nietypowej pozycji ciała może to być kamień umieszczony w centralnej części szkieletu, czaszka oddzielona od reszty ciała albo przebicie czaszki gwoździem. Jednak wnioskowanie o szczególnych praktykach czy obrzędach (np. antywampirycznych) nadal powinno być ostrożne.
Jest takie znane znalezisko - czaszka przebita gwoździem, tzw. czaszka z Piotrkowa. Jej wizerunek wykorzystywany był jako ilustracja średniowiecznych (i późniejszych) praktyk w kulturze ludowej, kojarzonych z działaniami antywampirycznymi. Jednak zdrowy rozsądek i konteksty odnajdowania tego typu przedmiotów pozwalają zakładać, że mamy do czynienia raczej ze szczególnym rodzajem kary śmierci. Groty strzał czy inne ostre przedmioty tkwiące między kośćmi szkieletu mogą być najzwyczajniej przyczyną śmierci (choćby w bitwie). Nieraz znajdowaliśmy tego typu pochówki i nikt tego nie interpretował jako zabieg antywampiryczny.
- A co z drewnianymi kołkami, tak często kojarzonymi z wampirami?
- Tu szczególnie ważna jest odpowiedzialność za słowo. To, na co może natrafić archeolog, to de facto przebarwienia w ziemi, które mogą, ale wcale nie muszą wskazywać na pozostałość drewnianego elementu. Co więcej, takie „podejrzane” ślady, cienie może zostawić choćby korzeń.
Oczywiście w kulturze ludowej funkcjonowały przesądy, w jaki sposób chować zmarłego, któremu przypisuje się określone cechy, tak, żeby ów zmarły nie wrócił. Co zwraca uwagę? Np. gruda gliny między zębami, nietypowa orientacja względem stron świata, szkielet ułożony częścią twarzową do ziemi albo na boku. Czy chodziło o to, jak chcą niektórzy tłumaczący zjawisko, by zmarły wgryzał się w ziemię, a nie w żywego człowieka? I jeszcze jedna cecha warta dalszych badań: podkurczone kończyny (zwykle w pozycji bocznej, rzadziej na wznak) i w ogóle gestykulacja.
Natomiast możemy sobie zadać pytanie, czy niektóre formy pochówku nie są przedstawieniem np. jakiegoś gestu pokuty czy żalu za grzech (przykłady takich gestów znajdujemy w ikonografii epoki). Zwłaszcza jeśli zmarły został pochowany w obrębie cmentarza, a nie poza nim, możemy przypuszczać, że nie był to ktoś, kogo powrotu należało się obawiać. Podobnie jest z budzącym zainteresowanie grobem z Dąbrówna. Znajduje się on na regularnym cmentarzysku, w pobliżu funkcjonującego w epoce kościoła, w typowej orientacji pochówku, czyli z głową na zachód. Elementy nietypowe to metalowe przedmioty (nóż i gwóźdź), no i kawałek rozbitego naczynia nad biodrami.
Zespół archeologów UG z właścicielami terenu na wykopaliskach w Starym Miescie pod Dąbrównem, fot. G. Chojnowski
- Jak doszło do odkrycia?
- Odkrycie cmentarza i pochówków są konsekwencją badań prowadzonych wcześniej i projektu „Barczewko - historia ogniem pisana, zaginione miasta w Puszczy Galindzkiej”. Dąbrówno to małe miasteczko na Mazurach Zachodnich, które odegrało ważną rolę w naszej historii - przede wszystkim w kontekście wydarzeń, które doprowadziły do bitwy pod Grunwaldem. W tym roku przypada 700-lecie jego założenia. Poszukiwaliśmy jego pierwszej lokalizacji.
W archeologii ukuło się określenie „zaginione miasta”. Odnosi się ono do miejsc, które miały być miastami, ale późniejsze zdarzenie losowe (np. kataklizm czy najazd) spowodowały, że w jednej chwili taki ośrodek był niszczony. Istotne w takich wypadkach jest powiązanie wiedzy historycznej, nagłego wydarzenia-katastrofy i dokumentu archeologicznego. Nazywałem to kiedyś „przypadkiem pompejańskim”. Kiedy w Polsce odkryto Biskupin, to aby podkreślić rangę znaleziska, porównano je właśnie do Pompejów. Potem było to już niepotrzebne.
Średniowiecznych „zaginionych miast” znamy całkiem sporo. Bardzo często wsie istniejące dzisiaj na terenie dawnych miast otrzymują określenie „Alt”, czyli „Stary”. Klasycznym przykładem są dzieje Starego Torunia: stanowisko zostało odnalezione niedawno i zaczęto je badać dopiero w tym roku, chociaż wiedza o tym miejscu sięga średniowiecznej kroniki Piotra z Dusburga. Mamy Chełmno i Stare Chełmno, czyli obecny Starogród, Dzierzgoń i Stary Dzierzgoń, a na Warmii chociażby Braniewo i Stare Braniewo, Olsztyn i Stary Olsztyn, Barczewo i Barczewko… W pobliżu Barczewa (które pierwotnie znajdowało się w innym miejscu) odkryto obiekt unikatowy na skalę europejską: pozostałości wczesnego miasta zachowane w miejscu, zabytki związane z życiem codziennym i handlem, plomby towarowe, monety, militaria - a ponadto liczne pozostałości z momentu zniszczenia ośrodka, np. mnóstwo grotów bełtów kuszy wbitych w elementy zabudowań, spalone konstrukcje. Generalnie jest to obraz wielkiego pogorzeliska, pobojowiska, cmentarzyska. Prawie możemy zobaczyć i dotknąć tej katastrofy. W jednej z piwnic odkryto na przykład częściowo zwęglone szczątki kobiety, zakrywającej głowę rękami, która prawdopodobnie zginęła w wyniku zawalenia się płonącej konstrukcji budynku. Niestety z zewnątrz cały ten skarb kulturowy zdeponowany pod zielenią łąki nie robi tak spektakularnego wrażenia jak np. zamek w Malborku. Paradoksalnie łatwiej zrekonstruować oporządzenie i walkę średniowiecznego rycerza niż stoczyć walkę o zachowanie dla potomnych i pokazanie oryginałów.
Stare Miasto, gm. Dąbrówno. Pierwsza lokalizacja. Zespól archeologów UG odkrywa fragment miasta. Na zbożu widoczne ślady podziemnych reliktów zabudowy. Fot Arkadiusz Koperkiewicz
- Jak było w przypadku Dąbrówna? Poszukiwaliście pierwszej lokacji miasta…
- Zgadza się. Szukaliśmy pierwszej lokalizacji i śladów pierwszych osadników, przede wszystkim Prusów. O pierwszej generacji osadników pruskich w miastach z okresu konkwisty krzyżackiej wciąż prawie nic nie wiemy. W planach są badania antropologiczne i genetyczne, między innymi po to, by zidentyfikować miejscową, autochtoniczną ludność. A do badań potrzebne są szczątki.
- Czy dlatego poszukujecie cmentarzy?
- Chodzi raczej o identyfikację wszystkich elementów średniowiecznego miasta, a cmentarz, podobnie jak kościół, jest jednym z takich elementów. W przypadku Dąbrówna odkrycie cmentarza było szczęśliwym przypadkiem, bo to cmentarzysko długo było niszczone (między innymi przez uprawę roli), część szczątków znajdowano na powierzchni. Dzięki wykopom sondażowym udało się potwierdzić jego lokalizację - i dopełnić obrazu komponowania miasta. Później odkryliśmy ów nietypowy pochówek.
- Czy z Pana punktu widzenia takie nietypowe znaleziska, skojarzenie ich z praktykami antywampirycznymi, to dobry „haczyk”, by wzbudzić zainteresowanie odkryciem archeologicznym?
- Nie ująłbym tego w ten sposób. Wołałbym przemawiać do różnych decydentów autentyczną wartością badań naukowych niż „haczykami”. Na pewno zainteresowanie odbiorców takim pochówkiem może pomóc zwrócić uwagę na potencjał stanowiska, na jego wartość, na konieczność ochrony miejsca. W przypadku Dąbrówna cały ten kompleks ma znaczenie dla dziedzictwa kulturowego, nie tylko regionu, ale też kraju. Tutejsze cmentarzysko wymaga ochrony, bo ze względu na ukształtowanie terenu jest ciągle narażone na niszczenie. Procesy erozji stoku doprowadziły do tego, że elementy wyposażenia grobów znajdujemy w zasadzie na powierzchni, a niektóre zniszczone pochówki - zaledwie 15 cm pod ziemią. Pierwotnie z pewnością znajdowały się dużo głębiej.
- Na jakie artefakty natknęliście się podczas prac?
- Na przykład na krzesiwa, monety, sprzączki. Znaleźliśmy też zapinkę, element biżuterii kobiecej specyficzny dla czasów konkwisty krzyżackiej. Taką biżuterię znamy z kilku cmentarzy z XIII XIV wieku, między innymi z Równiny Dolnej pod Kętrzynem. Dla nas było to sensacyjne odkrycie, bo to był tak charakterystyczny element kultury pruskiej, że mogliśmy powiązać stanowisko z początkiem „czasów krzyżackich”.
- Ma pan jakieś szczególne nadzieje związane z tym stanowiskiem?
- Jako archeologa niezmiernie interesuje mnie początek recepcji zmiany kulturowej, moment zderzenia chrześcijaństwa (m.in. wymogi traktatu dzierzgońskiego) z miejscowymi zwyczajami. Ciekawią mnie pierwsi osadnicy w Dąbrównie, którzy mieli za zadanie zbudować miasto. To byli pionierzy, którzy musieli od podstaw stworzyć infrastrukturę gospodarczą, stworzyć w pewnym sensie cywilizację, która dzisiaj dla nas jest oczywista. Warto bowiem pamiętać, że zamki i katedry, które zwykle kojarzymy z zakonem krzyżackim, to dzieło już kolejnych pokoleń osadników, a my szukamy właśnie tych pierwszych. Ślad po ich dziele to m.in. zachowane drewniane, choć pewnie zwęglone konstrukcje. Dla nas z kolei to archeologiczny św. Graal, bo możliwość precyzyjnego datowania zdarzeń.
W Dąbrównie mamy nadzieję na odnalezienie kościoła, co jest dużym wyzwaniem. Kościół jest wymieniany w źródłach (np. z okresu po bitwie pod Grunwaldem), zatem byłoby wspaniale znaleźć jego fizyczne pozostałości po 700 latach. Ponadto, chcemy ochronić to, co się zachowało.
Archeologia często kojarzy się z kłopotami (np. ze wstrzymywaniem inwestycji). Nie wszyscy chcą pamiętać, że archeologia może być kołem zamachowym turystyki, inwestycji, rewitalizacji. Są to jednak na ogół strategie wymagające dłuższej perspektywy czasowej. Archeologia odsłania w końcu naszą tożsamość, pokazuje korzenie. Dziś zwiedzamy i podziwiamy historyczne starówki miast, z ich przemyślaną architekturą, uniwersytetami, murami, rynkami, klasztorami, kościołami, cmentarzami i pochowanymi na nich rycerzami. Dalej wybieramy samorządy, rajców, wójtów i burmistrzów, a to wszystko powstało w niedocenianym i pejoratywnie określanym średniowieczu. W tych samych czasach, z których pochodzi nasza „wampirka z Dąbrówna”.
Prace w Starym Mieście koło Dąbrówna prowadzone były przez zespół z Uniwersytetu Gdańskiego pod kierunkiem dr. Arkadiusza Koperkiewicza z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Gdańskiego, w ramach projektu NCN Opus 21 (2021/41/B/HS3/01694) pt. „Barczewko - historia ogniem pisana. Średniowieczne zaginione miasto i urbanizacja Puszczy Galindzkiej, 2022-2024.