fot. Archiwum prywatne
Przeszła drogę od praktykantki do kierowniczki zespołu analitycznego. Dziś pracuje nad lekami biologicznymi, kończy doktorat wdrożeniowy i wspiera studentów stawiających pierwsze kroki w zawodzie. O tym, dlaczego biotechnologia to nieustanna nauka i praca zespołowa, rozmawiamy z Dominiką Czorniej - doktorantką Międzyuczelnianej Szkoły Doktorskiej Biotechnologii UG i GUMed i team liderką zespołu analitycznego w Rezon Bio. Biotechnolożka znalazła się w TOP100 Women in Biotech 2026 - zestawieniu przygotowywanym przez Fundację Edukacyjną „Perspektywy”.
Urszula Abucewicz: - Wielu osobom biotechnolog kojarzy się z kimś, kto całe dnie spędza przy mikroskopie. Jak wygląda Pani dzień pracy?
Dominika Czorniej: - Praca w sektorze biofarmaceutycznym to praca przy rozwoju i wytwarzaniu leku biologicznego, który ma trafić do pacjentów. Jako analityk uczestniczę praktycznie w całym procesie jego powstawania - od opracowania metod analitycznych i badania materiału białkowego, przez kontrolę jakości, aż po wsparcie produkcji na skalę przemysłową.
W dziale Rozwoju Analitycznego opracowujemy metody analityczne oraz prowadzimy różne badania dotyczące opracowywanego produktu, tj. wspierając proces czy analizując właściwości białka, zarówno biologiczne, jak i fizykochemiczne, oraz oznaczając stabilność w różnych warunkach. W przypadku leków biopodobnych sprawdzamy również, czy nowo opracowana cząsteczka rzeczywiście jest porównywalna z lekiem referencyjnym pod względem jakości, bezpieczeństwa i skuteczności.
- Mówi się, że opracowanie leku biologicznego to maraton, a nie sprint. Który etap tego procesu jest najbardziej wymagający?
- Rzeczywiście, wprowadzenie leku na rynek to maraton. Opracowanie cząsteczki, jej rozwój, zoptymalizowanie całego procesu wytwarzania, a następnie wykazanie bezpieczeństwa i skuteczności, udowodnienie biopodobieństwa i przeprowadzenie badań klinicznych oraz skompletowanie dokumentacji rejestracyjnej - to proces, który trwa wiele lat.
Pracuję przede wszystkim przy wytwarzaniu leków biopodobnych, czyli takich, dla których odpowiedniki już istnieją na rynku. Jeśli porównamy to do leków drobnocząsteczkowych, takich jak aspiryna czy ibuprofen, proces wytwarzania leków biologicznych jest dużo dłuższy, ponieważ są wytwarzane przez organizmy żywe i wykazują znacznie bardziej skomplikowaną budowę cząsteczki. Etapów procesu, które trzeba zoptymalizować i kontrolować, jest znacznie więcej niż przy syntezie chemicznej, dlatego też dokumentacja i proces rejestracji takiego leku są dużo bardziej wymagające.
- Pracuje Pani przede wszystkim nad lekami biopodobnymi. Wielu pacjentów utożsamia je z klasycznymi zamiennikami leków. To właściwe porównanie?
- Tylko częściowo. W przypadku leków drobnocząsteczkowych mamy lek oryginalny i jego odpowiednik, czyli lek generyczny. Strukturalnie jest on taki sam, jego skuteczność też jest taka sama jak leku oryginalnego - natomiast jest wytwarzany przez inną firmę.
W przypadku leków biologicznych odpowiednikiem jest lek biopodobny. Różnica w nazewnictwie to kwestia rynkowa, która pozwala zrozumieć, który lek był dostępny jako pierwszy. Dlatego powszechnie przyjęło się, że na lek oryginalny biologiczny mówi się po prostu lek biologiczny, a na kolejne leki biologiczne powstałe w oparciu o tę samą substancję aktywną i przeznaczone do leczenia tego samego schorzenia nazywa się lekami biopodobnymi. Jest on bardzo zbliżony do leku oryginalnego pod względem budowy, wykazuje taką samą skuteczność i jest podawany w taki sam sposób.
Zarówno generyk, jak i lek biopodobny sprzedawane są po niższej cenie niż lek oryginalny, bo już nie będzie monopolu na rynku. I to jest istotne z punktu widzenia pacjenta, że leki są tańsze i bardziej dostępne. A w przypadku leków biologicznych takie terapie potrafią być niezwykle kosztowne.
fot. Archiwum prywatne
- Jak wygląda droga od komórki do gotowego leku?
- Komórki (np. bakteryjne lub ssacze) hodowane są w bioreaktorach, czyli takich kilku-kilkunastolitrowych pojemnikach, w których mają zapewnione odpowiednie warunki do wzrostu. Komórki wytwarzają biologicznie czynną cząsteczkę, czyli nasze docelowe białko, które następnie jest odpowiednio oczyszczane z zanieczyszczeń związanych z hodowlą, takich jak elementy komórek, inne białka czy kwasy nukleinowe. Po jej oczyszczeniu, kolejnym krokiem jest wprowadzenie tej cząsteczki do odpowiedniej formulacji, aby utrzymać jej stabilność podczas przechowywania i transportu. Tak opracowany proces w skali laboratoryjnej przenoszony jest następnie na skalę przemysłową, w której hodowla komórkowa odbywa się w ogromnych bioreaktorach o pojemności nawet kilku tysięcy litrów.
I tak jak już wspominałam, jako analitycy uczestniczymy właściwie w każdym z tych etapów. Badamy białko od jego powstania aż do gotowego produktu. Od momentu opracowania linii komórkowej, przez bioproces, czyli przez wytwarzanie, oczyszczanie czy stabilność. Badamy tę cząsteczkę na każdym etapie procesu, analizujemy i dostarczamy dane. Dzięki temu bardzo dobrze poznajemy jej właściwości i możemy ocenić, czy spełnia wszystkie wymagania jakościowe. Ale to nie wszystko, bo trzeba jeszcze dokonać wyboru opakowania, a także sposobu podania leku. Wszystkie te kroki dotyczą samego rozwoju leku.
- Jak zaczęła się Pani współpraca z Rezon Bio?
- Kończyłam akurat studia licencjackie na Międzyuczelnianym Wydziale Biotechnologii. Na zajęciach usłyszałam, że w Gdańsku działalność zaczyna firma biofarmaceutyczna i będzie zatrudniać biotechnologów. Pomyślałam, że to szansa, której nie mogę przegapić. Szybko więc napisałam CV i pojechałam do firmy, żeby osobiście złożyć dokumenty na praktyki wakacyjne. Pozytywnie przeszłam rekrutację, dostałam się na praktyki, a potem zaproponowano mi realizację projektu magisterskiego w firmie w porozumieniu z uczelnią. Pod koniec studiów zatrudniono mnie na etat.
W Rezon Bio (wcześnie Polpharma Biologics) pracuję już ponad 10 lat i cały czas się rozwijam, a do tego mogę kontynuować współpracę z uczelnią. Jestem na V roku Szkoły Doktorskiej i kończę pracę nad doktoratem wdrożeniowym. Firma od początku mojej kariery wspiera moją aktywność naukową. Jeśli ktoś tak jak ja ma potrzebę stawiania sobie nowych wyzwań oraz przekuwania swojej pracy na aspekty przemysłowe i wdrożeniowe, to mocno doceni pracę w takim miejscu jak Rezon Bio.
- Nad czym pracowała Pani w swojej pracy magisterskiej?
- Moja praca magisterska polegała na opracowaniu metody analitycznej do oznaczenia współczynnika ekstynkcji białka w substancji leczniczej. Sama metoda jest znana i opisana w Farmakopei, jednak moim zadaniem było zoptymalizowanie jej pod konkretne białko, natalizumab. Zaczęłam od pracy dyplomowej, a ostatecznie miałam okazję uczestniczyć w jednym z najważniejszych projektów polskiej biotechnologii, obejmującym opracowanie i rejestrację pierwszego na świecie biopodobnego natalizumabu. To właśnie ten lek stał się jednocześnie pierwszym polskim przeciwciałem monoklonalnym dostępnym dla pacjentów na całym świecie. To ogromna satysfakcja oraz powód do dumy, że brałam w tym programie udział.
- Dziś kończy Pani doktorat wdrożeniowy. Czym zajmuje się Pani w ramach badań?
- W mojej pracy doktorskiej opracowuję formulację pożywki hodowlanej oraz badam wpływ jej składu i innych suplementów w hodowli komórkowej na jakość wytwarzanego białka. Najprościej mówiąc, kiedy prowadzimy hodowlę komórkową, komórki potrzebują odpowiedniego pożywienia do tego, aby rosnąć, namnażać się i produkować białko. W takiej pożywce znajdują się różne substancje, m.in.: witaminy, aminokwasy i cukry. W moim doktoracie badam, jak składniki tej pożywki wpływają na właściwości białka terapeutycznego.
To ważne nie tylko z naukowego punktu widzenia. Takie badania mogą pomóc usprawnić proces produkcji i obniżyć jego koszty, zachowując jednocześnie najwyższą jakość produktu.
fot. Mat. prasowe Rezonbio
- Co najbardziej zaskoczyło Panią po przejściu z uczelni do przemysłu?
- Największym zaskoczeniem, a może odkryciem było to, jak wiele jeszcze musiałam się nauczyć. Studia dały mi bardzo solidne podstawy teoretyczne, ale po przejściu do firmy biofarmaceutycznej okazało się, że brakuje mi umiejętności praktycznych i szerszej perspektywy zrozumienia procesu. Dopiero praca pokazała mi, jak złożony jest cały proces powstawania leku i jak ważne jest połączenie wiedzy teoretycznej z praktyką i doświadczeniem. Zrozumiałam też, że sukces zależy od współpracy wielu zespołów i specjalistów.
Praca biotechnologa to codzienna nauka. Niezależnie od tego, czy jest się na studiach, czy pracuje w zawodzie, trzeba ciągle się uczyć, podążać za nowymi technologiami, trendami czy odkryciami. Biotechnologia to dyscyplina, która cały czas się rozwija. Właściwie każdego dnia pojawiają się nowe rozwiązania i nowe wyzwania. Po prostu nie da się tym nasycić. To jedna z tych rzeczy, które najbardziej lubię w swojej pracy.
- Zastanawiam się, jakie cechy przydają się na Pani stanowisku. Czy liczy się bardziej wiedza, cierpliwość, dokładność, czy umiejętność pracy zespołowej?
- Myślę, że liczy się wszystko po trochu. Bez wiedzy z dziedziny biotechnologii ciężko byłoby odnaleźć się w procesach biotechnologicznych. To jest niezbędna wiedza, którą zdobywamy na studiach.
Kiedy pracuje się jako analityk, takie cechy jak cierpliwość, dokładność i sumienność są wymogiem. Musimy przecież wyprodukować leki o najwyższej jakości i bezpieczne dla pacjenta, dlatego nie ma miejsca na przypadek. Każdy wynik musi być wiarygodny, a każda analiza wykonana z najwyższą starannością.
Równie ważna jest umiejętność pracy zespołowej. Wprowadzenie leku na rynek to ogromne przedsięwzięcie, którego nie da się zrealizować samodzielnie. Wymaga współpracy specjalistów z wielu dziedzin - biologów, biotechnologów, chemików, analityków, technologów czy ekspertów odpowiedzialnych za rejestrację produktu.
- Czy w świecie procedur jest jeszcze miejsce na kreatywność?
- Myślę, że można znaleźć kompromis między kreatywnością a przestrzeganiem procedur, ale nie można zapominać, że przy produkcji leków najważniejsze jest to, co powtarzalne, odtwarzalne i co za tym idzie - wiarygodne.
Pracuję w departamencie rozwoju technicznego, w którym koncentrujemy się nad rozwojem, optymalizacją, opracowywaniem metod analitycznych oraz procesów produkcji leków, dlatego uważam, że kreatywność i myślenie poza schematem też jest istotne w mojej codziennej pracy. Natomiast trzeba pamiętać, żeby za tym, co robimy, szła również jakość i wiarygodność, bo to nie jest praca tylko dla samego rozwoju. W biofarmacji innowacyjność zawsze musi iść w parze z jakością, bezpieczeństwem pacjentów i wiarygodnością.
fot. Mat. prasowe Rezon Bio
- Pracuje Pani nad lekami, które mogą trafić do pacjentów na całym świecie. Czy pamięta Pani moment, w którym po raz pierwszy uświadomiła sobie, że efekty Pani pracy mają realny wpływ na ludzkie życie?
- Był taki moment, który szczególnie zapadł mi w pamięć. Już podczas studiów magisterskich realizowałam projekt we współpracy firmy i uczelni, podczas którego opracowywałam metody analityczne. Kiedy po kilku latach produkt został zarejestrowany, poczułam ogromną dumę i wzruszenie. To był moment, w którym bardzo wyraźnie uświadomiłam sobie, że wyniki naszej pracy nie pozostają jedynie w laboratorium ani w dokumentacji projektowej, ale mogą przełożyć się na rozwiązanie mające realne znaczenie dla pacjentów na całym świecie.
- Zaczynała Pani od praktyk. Dziś pomaga Pani studentom stawiać pierwsze kroki w zawodzie.
- To dla mnie bardzo ważny obszar działalności. To jest moja misja, żeby pokazywać studentom to, czego mi brakowało, kiedy ja sama byłam studentką.
Kiedy studiowałam, biotechnologia dopiero rozwijała się w Polsce, a możliwości zdobycia praktycznego doświadczenia było niewiele. Miałam szczęście trafić do firmy, w której mogę się rozwijać. Dziś chcę stworzyć podobną szansę innym, dlatego biorę udział w wielu różnych inicjatywach skierowanych do studentów.
Rezon Bio organizuje wykłady na różnych uczelniach w Polsce. Mam przyjemność prowadzić zajęcia ze studentami i pokazywać im, jak wygląda praca w sektorze biofarmaceutycznym. Poza tym jako doktorantka prowadzę pracownie magisterskie. Zachęcam też moich kolegów i koleżanki z firmy do przyjmowania studentów na realizację projektów wdrożeniowych w ramach pracy magisterskiej. Zapraszam również studentów do odwiedzenia naszych laboratoriów, aby zobaczyli, jak na co dzień wygląda praca biotechnologa. Od lat chętnie też przyjmuję studentów na praktyki wakacyjne.
- Co takie praktyki dają studentom?
- Moja historia pokazuje, że bardzo wiele (uśmiech). Nie było to jedyne miejsce, w którym odbywałam praktyki, ale jedyne, w którym naprawdę mi się spodobało i znalazłam swoją ścieżkę.
Podczas praktyk studenci mogą zetknąć się z nowoczesną aparaturą i technologiami, których często nie mają okazji poznać podczas zajęć akademickich. Mogą zobaczyć, jak wyglądają laboratoria, czym na co dzień zajmują się pracownicy z różnych departamentów czy popracować na sprzęcie niedostępnym na uczelni, a jeśli dostępnym, to na inną skalę. W tym roku do Działu Rozwoju Analitycznego zaprosiłam na wakacyjne praktyki czterech studentów.
- Na czym najbardziej zależy Pani podczas pracy ze studentami?
- Staram się być dla studentów kimś, kto nie tylko przekazuje wiedzę, ale również pokazuje perspektywy rozwoju. Rozmawiamy o ścieżkach kariery, o tym, czego warto się uczyć i jak wykorzystać wiedzę zdobytą podczas studiów.
Pokazuję im, jaki potencjał daje biotechnologia, bo jest to bardzo szeroka dziedzina. Po ukończeniu studiów można kontynuować pracę akademicką, pracować w różnych ośrodkach diagnostycznych, w przemyśle spożywczym, kosmetycznym czy farmaceutycznym. Chciałabym, żeby studenci byli tego świadomi i odważnie szukali swojej drogi.
- Czym właściwie zajmuje się biotechnolog?
- Biotechnolog bada procesy biologiczne w komórkach i żywych organizmach oraz skupia się na wykorzystaniu ich w różnych aspektach życia codziennego. Niedawno byłam na konferencji branżowej i niemal każda z poznanych osób reprezentowała inną dziedzinę biotechnologii. Były osoby, które zajmowały się oczyszczaniem gleby, rozwojem szczepionek czy badaniem procesów biologicznych z wykorzystaniem nowych technologii i sztucznej inteligencji. Zakres aktywności biotechnologa jest naprawdę szeroki.
- Co powiedziałaby Pani maturzystom, którzy zastanawiają się nad studiowaniem biotechnologii?
- Biotechnologia to kierunek dla ludzi ciekawych świata. Dla osób dociekliwych i chętnych do poznawania nowych rzeczy, których zdobywanie wiedzy i poszerzanie horyzontów napędza do działania. Mam potrzebę ciągłego uczenia się, więc biotechnologia dostarcza mi dużo możliwości i bodźców do ciągłego poszerzania wiedzy. Myślę, że to jest kierunek właśnie dla takich osób.
Biotechnologia wymaga systematyczności i dużo nauki, ale daje ogromną satysfakcję. Mam poczucie, że każdego dnia uczę się czegoś nowego i właśnie to najbardziej mnie w niej fascynuje.
- Pamięta Pani, dlaczego wybrała biotechnologię?
- Jako maturzystka myślałam o medycynie, ale ostatecznie trafiłam na biotechnologię i dziś wiem, że to była dobra decyzja. Zawsze najbardziej interesowała mnie praca badawcza - możliwość analizowania, szukania rozwiązań i prowadzenia eksperymentów. W laboratorium czuję się po prostu na swoim miejscu.
Choć nie pracuję bezpośrednio z pacjentami, mam świadomość, że efekty naszej pracy również służą ludziom. To daje ogromne poczucie sensu.
- Przeszła Pani drogę od praktykantki do kierowniczki zespołu. Czego dowiedziała się Pani o sobie?
- Dowiedziałam się, że za każdym sukcesem stoją ludzie, których spotykamy na swojej drodze - mentorzy, współpracownicy i osoby, które chcą dzielić się swoją wiedzą. Przekonałam się też, jak wiele można osiągnąć, jeśli pracuje się w zespole ludzi ciekawych świata i otwartych na nowe pomysły.
Pamiętam, jak podczas jednej z rozmów spontanicznie rzuciłam: „Zaprośmy studentów do naszego laboratorium”. W odpowiedzi usłyszałam nie tylko słowa poparcia, ale także konkretne propozycje zaangażowania się w tę inicjatywę. To wtedy utwierdziłam się w przekonaniu, jak wiele można osiągnąć, pracując z ludźmi otwartymi na nowe pomysły.
Jestem dość otwarta w kontaktach międzyludzkich i przez lata przekonałam się, jak wiele można osiągnąć dzięki współpracy i wzajemnemu zaufaniu. Dlatego pielęgnuję znajomości i głęboko wierzę, że każda rozmowa wnosi nową perspektywę, a często staje się początkiem wartościowych inicjatyw.
Dziś sama staram się tworzyć młodszym koleżankom i kolegom przestrzeń do rozwoju i zachęcać ich do realizowania własnych pomysłów. Wierzę, że największą wartością każdej organizacji są właśnie ludzie.