40-lecie Totartu. Szokował, bywał skrajny, ale był też „apoteozą wolności”

fot. B. Jętczak

Po czterdziestu latach grupa Totart wróciła tam, gdzie wszystko się zaczęło - na Uniwersytet Gdański. Nie jako relikt epoki, ale jako zjawisko, które wciąż domaga się uwagi. Czym był Totart? Czy grupą artystyczną, ruchem kontrkulturowym, postawą życiową czy może formą politycznego gestu? Na UG świętowano 40-lecie tej jednej z najbardziej radykalnych i niekonwencjonalnych grup artystycznych w Polsce. 

Po czterech dekadach na swoją macierzystą uczelnię 23 kwietnia 2026 r. wrócili artyści tworzący grupę Totart nie tylko po to, aby wspominać, ale też sprawdzić, czy duch tamtego buntu ma dziś jeszcze jakąkolwiek siłę rażenia. I choć siwy włos srebrzy się na ich głowach i brodach artyści zgodnie powtarzają, że Totart nie jest dla nich zamkniętym rozdziałem i wciąż w nich żyje, stając się punktem odniesienia, do którego wciąż wracają.

23 kwietnia 1986 roku na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Gdańskiego zadebiutowała Grupa Totart. Twórcą i główną postacią tego ruchu był Zbigniew Sajnóg. Współtworzyli ją między innymi: Paweł „Konjo” Konnak, Artur „Kudłaty” Kozdrowski, Wojtek Stamm, Paweł „Paulus” Mazur, Ryszard „Tymon” Tymański, Darek „Brzóska” Brzóskiewicz i Krzysztof Siemak. Od początku grupa działała na pograniczu sztuki, prowokacji i świadomego chaosu. Nie chodziło o estetykę. Chodziło o rozmontowywanie rzeczywistości. Artyści sięgając po wczesny dadaizm, łączyli powagę z blagą, szyderczym śmiechem i prowokacją. Nie oszczędzali nikogo, włączając w to samych siebie i publiczność. Na UG zadebiutowali performance’em „Miasto, masa, masarnia”, nawiązującym do „Miasta, masy, maszyny” - manifestu lidera Awangardy Krakowskiej Tadeusza Peipera. Totart nie interpretował świata - Totart go podważał.

Po czterech dekadach znów spotkali się w murach uczelni członkowie grupy: Zbigniew Sajnóg, Paweł „Konjo” Konnak, Paweł „Paulus” Mazur, Ryszard „Tymon” Tymański, Mikołaj Jurkowski, Darek „Brzóska” Brzóskiewicz i Krzysztof Siemak. Wrócili nie jako pomnikowe postaci, ale jako uczestnicy doświadczenia, które wciąż wymyka się prostym definicjom. Podczas uroczystego otwarcia konferencji naukowej zastanawiali się, co po 40 latach wydaje się w Totarcie aktualne, a co ewidentnie związane z realiami lat 80. nie mogłoby wydarzyć się teraz? I czy prowokacja w latach 80. miała większą siłę niż dziś w epoce nadmiaru bodźców i skandali?

Honorowych jubilatów przywitał Rektor UG prof. Piotr Stepnowski: - Nie ma uniwersytetu bez Totartu i nie ma Totartu bez uniwersytetu, bo tu wszystko się zaczęło. Przestrzeń naszej uczelni, która zawsze biła wolnością, niezależnością, swobodą i chęcią szukania innej drogi – dała początek tej niezwykłej fascynującej legendzie, która wciąż jest żywa.

Anarchistyczny bunt z absurdem
fot. Bartłomiej Jętczak

O co chodzi z tą „ariergardą kultury narodowej?”. Dopytywano podczas spotkania. To autoironiczne określenie, będące przewrotną odpowiedzią na awangardowe działania w sztuce, trafnie oddaje charakter aktywności tej jednej z najbardziej radykalnych i niekonwencjonalnych grup artystycznych w Polsce. Grupa Totart określając się ariergardą, czyli „strażą tylną”, parodiowała powagę kultury narodowej, łącząc anarchistyczny bunt z absurdem.

- Zdaniem niektórych, Totart był serią młodzieńczych wygłupów, raczej niskich lotów, a zdaniem innych grupa słynęła z inspirowanych dadaizmem śmiałych, jak na nowoczesne czasy spektakli-koncertów, będących reakcją na sytuację społeczno-polityczną schyłkowego PRL-u - przywoływał skrajne opinie krytyków sztuki na temat działalności grupy Łukasz Bień, prowadzący spotkanie. - Totart szokował, bywał skrajny, ale był także przestrzenią kreacji i rozwoju jego uczestników, wyjątkową przestrzenią w opresyjnym systemie.

Łukasz Bień odwołując się do teorii karnawału groteski Michaiła Bachtina wskazywał na odwrócenie oficjalnych porządków politycznych, religijnych, jak i kulturowych poprzez śmiech, parodię i groteskę: - Ta wspólnotowa praktyka przyjmowała charakter polityczny w tamtym czasie, ponieważ umożliwiała symboliczną krytykę władzy oraz norm, których w innych warunkach nie można było podważać.

Artyści pytani przez Łukasza Bienia, o to, czym właściwie był Totart? Czy grupą artystyczną, ruchem kontrkulturowym czy może postawą życiową? Nie udzielili jednoznacznych odpowiedzi. Nie był to unik z ich strony, lecz raczej konsekwencja samej natury zjawiska.

Zbigniew Sajnóg podkreślił, że „u podstawy [grupy] była przyjaźń”.  - Wypychała nas ku sobie rzeczywistość totalitarnego systemu. Sprawiła, że ludzie o tak podobnej wrażliwości, ale też o podobnej wściekłości i podobnej determinacji ciążyli ku sobie, nie mogąc się zidentyfikować z różnymi opcjami myślowymi czy politycznymi.

Z podobnym spostrzeżeniem podzielił się Paweł „Paulus” Mazur, dla którego „w tym trudnym czasie” „Totart był wentylem, który pozwalał ujarzmić swoje lęki”. Z kolei dla Dariusza „Brzóski” Brzóskiewicza, działalność grupy „jest ewenementem. Sztuką i absolutnym ideałem dla młodych ludzi”: - Totart to apoteoza wolności. Jednoczy ludzi nie po to, żeby walczyć ze sobą, tylko niech każdy robi swoje.

Mały się „przekulgnie”
fot. Bartłomiej Jętczak

- Oczywiście byliśmy twórczym środowiskiem - wyjaśniał Zbigniew Sajnóg. - Powstała nawet koncepcja sztuki małej, która w takich okolicznościach potrafi się znaleźć, wkręcić, przekulgnąć, nie stracić godności, nie pójść na kompromis, a ponieważ jest mała, to nie zaboli za bardzo. Gdy duży spadnie z cokołu, to zaboli, prawda? Mały się przekulgnie”.

Jednocześnie, Zbigniew Sajnóg wspominając ponure czasu PRL-u i starcia z zomowcami przy różnych akcjach mówił o odpowiedzialności za kolegów. - Trzeba było te piękne głowy chronić - mówił.

Tymon Tymański natomiast odnosząc się do zarzutów, że Totart był ruchem niedojrzałym artystycznie i nie stworzył wielkich dzieł, bronił jej metody działania. - Nazywam ją „Jak nie kijem, to pałką”, czyli po prostu jak zdobyć publiczność. A jak? Czymkolwiek się da, bo przecież w sztuce chodzi o katharsis, czyli o głębokie przeżycie, uwalniające od traumy, strachu i gniewu. Udawało nam się to zapewniać widzom, sięgając po niepoważne działania, dlatego uważam, że metoda była głęboka i całkiem mądra.

Totart nie tworzył bowiem wielkich dzieł w klasycznym sensie. Tworzył sytuacje. Doświadczenia. Zdarzenia, które wymykały się ocenie i często balansowały na granicy dobrego smaku.

Dla Krzysztofa Siemaka, który występował w Zespole Spadających Papierków, działalność grupy była czymś więcej niż epizodem artystycznym. - Totart to styl życia. Specyficzny humor, nieoczywiste podejście do muzyki i życia. Te zauważalne ślady Totartu są wciąż widoczne w twórczości moich kolegów.

- Formuła niepodporządkowywania się ogólnym standardom została nam na całe życie - przyznał Dariusz „Brzóska” Brzóskiewicz.

Można się zastanawiać, czy taka postawa we współczesnym świecie przesyconym bodźcami, gdzie prowokacja stała się codziennością, a skandal - narzędziem marketingowym - byłaby możliwa? Odpowiedzi nie były jednoznaczne. Jedno jest pewne: w latach 80. przeciwnik był wyraźny, system opresyjny, a bunt miał konkretny kierunek. Dziś rzeczywistość jest bardziej złożona i trudno w sposób jednoznaczny wskazać punkt oporu. - Polityka nie była tak szeroko obecna w naszym życiu, jak dzisiaj. Kiedyś były właściwie tylko dwa obozy i jeden wróg. W tej chwili polityka wlewa nam się do głów i zatruwa mózgi. A nie wszyscy mają teflonowe. Wbrew pozorom wtedy było łatwiej - dodał Krzysztof Siemak. - A poza tym byliśmy beztroscy i młodzi.

Po części oficjalnej artyści odsłonili tablicę pamiątkową, a następnie wrócili do działania. Happening „Dach”, wystawy, pokazy filmowe i koncert nie były wyłącznie celebracją przeszłości. Raczej próbą sprawdzenia, czy język Totartu nadal jest w stanie coś uruchomić - wywołać reakcję, zakłócić porządek, wytrącić z obojętności.

Dzień później rozmowa o kontrkulturze przeniosła się do Europejskiego Centrum Solidarności. Tam to, co kiedyś było żywym doświadczeniem, stało się przedmiotem analizy. I być może właśnie w tym napięciu - między działaniem a jego opisywaniem - najlepiej widać, czym był Totart. Nie daje się łatwo zamknąć w definicji. I najwyraźniej nadal nie chce.

 
Urszula Abucewicz/CKiP; fot. Bartłomiej Jętczak/CKiP