Gdańsk stał się polem pierwszej bitwy II wojny światowej. To tu 1 września 1939 roku Niemcy rozpoczęli atak na polską Wojskową Składnicę Tranzytową na Westerplatte.
- Polscy żołnierze z załogi WST swoją powinność wypełnili z nawiązką. Za to należy się im nasza pamięć i szacunek - mówi dr. hab. Grzegorz Berendt, prof. UG, w rozmowie dla Uniwersytetu Gdańskiego.
Jak wyglądała sytuacja Polaków i Żydów w Gdańsku przed i po wybuchu wojny? Jakie znaczenie miało bohaterstwo polskich obrońców na Westerplatte? Czym była zbrodnia pomorska? I wreszcie: jaką lekcję powinniśmy wynieść z wydarzeń II wojny światowej jako społeczeństwo?
Dr. hab. Grzegorz Berendt, prof. UG
- Konflikty zbrojne nie pojawiają się w próżni, znajdują też odbicie w codziennym życiu. Jak wyglądała sytuacja w Gdańsku w przededniu II wojny światowej? Myślę o nastrojach społecznych w Wolnym Mieście, w którym oprócz Niemców mieszkali przedstawiciele różnych narodowości, w tym Polacy i Żydzi.
- Wiosną 1919 r. na terenie przyszłego Wolnego Miasta Gdańska (proklamowanego w listopadzie kolejnego roku) około 95% ludności uważało się za Niemców, różnych religii. Miejscowi Polacy stanowili wówczas mniej niż 5% populacji. Dla niemieckiej większości decyzja zwycięskich mocarstw o nadaniu Gdańskowi i sąsiednim terenom specjalnego statusu, z kluczowym postanowieniem, o wyodrębnieniu go z Rzeszy Niemieckiej, była szokiem. Pod naciskiem aliantów przyjęli zmiany do wiadomości, ale żadna niemiecka siła polityczna nie wyrażała zadowolenia z powodu nowego status quo.
Powrót Gdańska do roli głównego portu odrodzonej Rzeczpospolitej sprawił, że Wolne Miasto stało się niezwykle atrakcyjne dla inwestorów i ludzi związanych z przepływem towarów i kapitału. Mniejszość polska powiększyła się o ponad 100%. Społeczność żydowska wzrosła z około 2500 do około 11 tys. osób. Powstała tu prężna kolonia imigrantów z Rosji. Nad Motławą osiedlali się Ukraińcy z Polski. Przez mury Wyższej Szkoły Technicznej przeszło kilkuset polskich obywateli różnych narodowości, uzyskując tu dyplom inżynierów. Pojawienie się wielu tysięcy nowych mieszkańców o innej świadomości narodowej niż niemiecka wywoływało głęboki niepokój władz Wolnego Miasta. Zablokowały one możliwość nabywania gdańskiego obywatelstwa osobom, które nie były poddanymi Rzeszy przed 1919 r.
Wspaniały rozwój Gdyni sprawił, że te działania gdańskich polityków niemieckich nie stanowiły dla Rzeczpospolitej większego problemu. Skądinąd było to wbrew ekonomicznym interesom WM, ponieważ utrudnienia powodowały przekierowywanie transferów eksportowych i importowych do polskiego portu. W 1933 r. quasi rząd WM wręcz wyprosił w Warszawie, aby Polska nadal korzystała w pewnym zakresie z gdańskiego portu, by poprawić jego kondycję gospodarczą. Natomiast przez całe dwudziestolecie w działaniach niemiecko-gdańskich elit komponent antypolskich haseł nacjonalistycznych brał górę nad rachunkiem ekonomicznym. W pierwszych latach rządów nazistów (1933-1938) na rozkaz Hitlera koncentrowali się oni wprawdzie na innych zagadnieniach, ale od czasu do czasu dochodziło do ekscesów antypolskich. W tych latach ich priorytetem było zniszczenie innych niemieckich partii politycznych, osłabienie niezależności Kościołów chrześcijańskich i ich wpływu na wiernych, jak również wypychanie z Gdańska i Sopotu Żydów, co łączyli z przejmowaniem własności tej mniejszości wyznaniowo-narodowej.
Hasła antypolskie i terror antypolski zaczęły przybierać na sile po 24 października 1938 r., kiedy Hitler przedstawił Polsce szereg żądań. Jego podstawowym celem było nakłonienie władz RP do włączenia się w działania wymierzone w Związek Sowiecki. I tak długo, jak miał nadzieję na powodzenie tego zamiaru podtrzymywał dialog z rządem w Warszawie. Gdy Polacy odrzucili te propozycje, a ponadto odrzucili żądania dotyczące powrotu obszaru WM w granice Niemiec niemiecki kanclerz wydał rozkaz przygotowania ataku na Polskę. To wymagało czasu. Przez 10 miesięcy poprzedzające napaść Niemiec na Polskę gdańscy Polacy i Żydzi doświadczali brutalności ze strony nazistowskich bojówek i rosnących szykan ze strony lokalnej administracji niemieckiej. Tysiące osób opuściło granice WM, w większości udając się do Polski. Znamy przybliżoną liczbę Żydów, którzy nadal pozostawali na tym terenie w sierpniu 1939 r. (ok. 1500 osób), ale liczby Polaków z gdańskimi i polskimi paszportami nie znamy do dziś. Na miejscu trwali ci, którzy nie mieli dokąd wyjechać i osoby wypełniające tu powierzone im obowiązki. Atmosferę tych ostatnich dni pokoju doskonale oddano w filmie Wolne Miasto z 1958 r. Warto przypomnieć sobie ten obraz nakręcony w czasach, gdy żyły jeszcze tysiące polskich gdańszczan, pamiętających wrogość, jakiej doświadczali ze strony zhitleryzowanej części niemieckich sąsiadów. A pamiętajmy, że w tym czasie tylko do NSDAP należało kilkanaście procent obywateli WM narodowości niemieckiej, czyli ponad 43 tys. dorosłych mieszkańców. Dziesiątki tysięcy nastolatków były członkami nazistowskich organizacji młodzieżowych. Bycie Polakiem i Żydem w Gdańsku latem 1939 r. było doświadczeniem traumatycznym.
- Gdańsk był miejscem pierwszej bitwy II wojny światowej - o 4:45 rozpoczął się ostrzał polskiej składnicy wojskowej na Westerplatte z pokładu pancernika Schleswig Holstein. Skąd wybór Westerplatte?
- Polsce udało się stworzyć na półwyspie Westerplatte Wojskową Składnicę Tranzytową. Było to fenomenalne osiągnięcie polskiej dyplomacji. Zbudowany tam nowy basen portowy stanowił najnowocześniejszą część portu gdańskiego, wykorzystywaną także do przeładunków towarów o charakterze cywilnym. Od stycznia 1926 r. stacjonował tam oddział wartowniczy Wojska Polskiego. Był to jedyny oddział regularnego wojska na terenie WM aż do połowy lat trzydziestych. Rząd RP zdołał to wynegocjować w Lidze Narodów. Dziesięć lat później, pod nosem znazyfikowanych władz WM, w tajemnicy przed nimi, zbudowano system umocnień, który udowodnił swoją wysoką jakość w okresie bitwy o teren WST na początku września 1939 r.
Polska obecność na Westerplatte była składową obecności Rzeczypospolitej w Wolnym Mieście, jej praw na tym terenie. Za sprawą błyskawicznego rozwoju Gdyni WST nie miała już większego znaczenia wojskowego w 1939 r., ale zachowanie jej służyło utrzymywaniu polskiego stanu posiadania. Składnica była niczym cierń w oku gdańskich Niemców. Dlatego zajęcie tego terenu uznano za jedno z priorytetowych zadań niemieckich jednostek wojskowych i policyjnych wyznaczonych do zdławienia polskiego oporu w Gdańsku w dniu agresji Rzeszy na Polskę.
Załoga WST była świetnie wyszkolona, utrzymała wewnętrzny krąg obrony do momentu, gdy dowódca, mjr Henryk Sucharski, uznał, że kontynuowanie walki jest bezcelowe z wojskowego punktu widzenia, a zwiększy tylko liczbę ofiar wśród polskich żołnierzy i cywilów. Niemniej 7-dniowa obrona WST już wtedy stała się symbolem bohaterstwa polskich żołnierzy, broniących praw i terytorium Rzeczypospolitej. Aż do zniszczenia głównego masztu Polskiego Radia 6 września 1939 r. Polacy dowiadywali się, że „Westerplatte broni sią nadal”. W pewnym sensie ta walka i opór innych oddziałów polskich na Wybrzeżu korespondowały z wcześniejszymi zapewnieniami polskich władz, że „Polska od Bałtyku odepchnąć się nie da!”. Chociaż jesienią 1939 r. polska obrona została ostatecznie złamana, to od 1945 r. decyzjami zwycięzców i dzięki woli Polaków to hasło stało się faktem. Jest w tym znak ciągłości polskiego myślenia o kluczowym znaczeniu Bałtyku dla trwania i rozwoju Rzeczpospolitej.
- Ciekawi mnie, jak obrona Westerplatte była postrzegana przez najeźdźców. Co mówią źródła? Wydaje się, że sposób, w jaki potraktowano mjr. Henryka Sucharskiego (któremu pozwolono zachować szablę) było raczej wyjątkiem niż regułą.
- Wprawdzie niemiecki dowódca zdobył się w pierwszym momencie na gest, pozwalając mjr. Sucharskiemu zachować paradną szablę, ale później mu ją odebrano. W pierwszym okresie dwóch z kilkunastu poległych polskich żołnierzy pochowano w widocznych mogiłach typu wojskowego, ale już ciała ich kolegów pogrzebano bez najmniejszego szacunku, a wspomniane mogiły szybko zniwelowano. Hitler był wściekły, że Polacy zdołali utrzymać się aż 7 dni, stąd stworzoną propagandową narrację o polskim Verdun, sugerując nagromadzenie na terenie WST dużych polskich sił i środków. Niemcy zdawali sobie sprawę, że ujawnienie prawdy o tym, jak duży potencjał musieli uruchomić w walce z polską załogą nie przynosi chwały ich wojsku i marynarce. Było nie było, mimo wielokrotnej przewagi nie złamali oporu załogi WST szturmem. Po nieudanych atakach piechoty i dużych stratach osobowych nie mieli odwagi podejmować kolejnych takich prób, bombardując i ostrzeliwując Polaków z oddali.
- Równolegle z rozpoczęciem ostrzału na Westerplatte rozpoczął się atak na siedzibę Poczty Polskiej w Gdańsku. W obu przypadkach placówki miały się bronić do czasu uzyskania pomocy - ta jednak nie nadeszła. W Pana ocenie - na ile taka bohaterska postawa mogła rzeczywiście pomóc Polsce czy przedstawicielom narodowości polskiej - czy może stała się pretekstem do większych represji?
- Każdy z nas wykonuje powierzone mu zadania, nie zawsze mając pełną świadomość tego, na ile tym samym przyczyniamy się urzeczywistnienia większego dzieła. Tak często jest z żołnierzami, którzy znają tylko wycinek wojennej rzeczywistości. Natomiast każdy żołnierz, zatrzymujący natarcie wroga, wiąże jego siły i utrudnia wykonanie pierwotnych zamierzeń w krótkim czasie. Każda godzina wiązania sił niemieckich na Westerplatte czy pod budynkiem Poczty Polskiej w Gdańsku sprawiała, że agresor nie mógł rzucić tych sił na inny odcinek frontu. Obowiązkiem żołnierza w warunkach wojny jest wykonywanie powierzonych i eliminowanie wroga w zakresie swoich możliwości. Polscy żołnierze z załogi WST swoją powinność wypełnili z nawiązką. Za to należy się im nasza pamięć i szacunek. Ich opór w żadnym stopniu nie miał wpływu na los cywilnych Polaków z WM.
Utrata kontroli nad Pomorzem Gdańskim po I wojnie światowej przerwała pruską, a następnie niemiecką politykę kontrolowania tego obszaru jako kluczowego dla funkcjonowania Prus/Niemiec w roli regionalnego mocarstwa. Rząd w Berlinie panował nad nim od 1772 do 1920 r. Stąd wściekłość, rewizjonizm i marzenia o ponownym powieszeniu niemieckich flag w przestrzeni od Pucka po Toruń i Bydgoszcz, nie znikające przez całe 20-lecie międzywojenne. Stąd nienawiść do tych, którzy wcześniej przechowali polskość mimo 150 lat obcego panowania i germanizacji. Polska powróciła nad Bałtyk w sposób pokojowy, w latach 1919-1920 nie doszło tu do powstań zbrojnych. A jednak to lokalne polskie elity doświadczyły w około 400 miejscowościach okrucieństw opisywanych dziś zbiorczym pojęciem „zbrodnia pomorska”.
Jestem głęboko przekonany, że los polskich działaczy narodowych został przypieczętowany przed 1 września 1939 r. Stąd listy proskrypcyjne, systematycznie przeprowadzane aresztowania i zbrodnie. Niemcy dokonujący tych zbrodni wykonywali rozkazy Hitlera i jego bezpośrednich podwładnych, by bezwzględnie rozprawiać się z pomorsko-kujawskimi polskimi elitami społecznymi. By polskość na tych terenach nieodwracalnie zanikła. Zamordowano tysiące nauczycieli, księży, samorządowców, urzędników i funkcjonariuszy, bo w Berlinie postrzegano ich jako nośnik polskości. Nie ma mowy o spontanicznym odwecie za napotkany opór. Gdyby on decydował o niemieckim działaniu, polscy pocztowcy w Gdańsku zostaliby wymordowani tuż po złożeniu broni. Zbrodnia pomorska była działaniem zaplanowanym, przygotowanym i systematycznie zrealizowanym. Po niej już nic nie miało zagrozić niemieckiej dominacji na obszarze między prowincjami Rzeszy Prusy Wschodnie (Ostpreussen) i Pomorze Tylne (Hinterpommern).
- Jak zmieniła się sytuacja ludności polskiej i żydowskiej w Gdańsku i na Pomorzu po 1 września 1939? Wiemy o represjach, terrorze, obozach koncentracyjnych. Czy coś szczególnie uderzyło Pana jako historyka, a nie jest obecne w powszechnej świadomości?
- Trzecia Rzesza Adolfa Hitlera przystąpiła jesienią 1939 r. do realizacji bezprecedensowych czystek etnicznych. Na terenie zlikwidowanego Wolnego Miasta Gdańska i województwa pomorskiego pierwszą odsłoną tych praktyk było wymordowanie co najmniej kilkunastu tysięcy Polaków, Żydów i pewnej liczby Niemców uznanych bądź za zagrożenie, bądź bezużytecznych. Jednocześnie w połowie października 1939 r. rozpoczęto masowe, przymusowe wywożenie Polaków i Żydów na tereny utworzonego wówczas Generalnego Gubernatorstwa. W efekcie usunięto ponad 100 tys. osób, rabując ich mienie nieruchome i ruchome. Te zbrodnie wojenne służyły sterroryzowaniu ponad miliona nieniemieckich mieszkańców Pomorza Gdańskiego i Kujaw, co pomogło pozbawić tysiące chłopskich i mieszczańskich rodzin ich własności, przekształcić je w podrzędną, źle opłacaną siłę roboczą a dziesiątki tysięcy mężczyzn zmienić w mięso armatnie, rzucane przez Rzeszę Niemiecką na wszystkie fronty jej walki z aliantami. Nie-Niemcy utracili swoją podmiotowość, swoje obywatelskie prawa, możliwość rozwoju. Mieli pracować na poślednich stanowiskach i ginąć jako szeregowcy i co najwyżej niżsi rangą podoficerowie w mundurach Wehrmachtu.
Szczęśliwie dla nieniemieckich Pomorzaków państwo Hitlera zostało rozgromione, zanim wprowadziło w życie w pełnym zakresie Generalny Plan Wschodni, zakładający usunięcie z terenów od Wielkopolski po Ural ponad 50 mln Słowian. Najpewniej byliby wśród nich także co najmniej niektórzy mieszkańcy naszego regionu w przypadku uznania ich za niezdatnych do skutecznego zniemczenia (Eindduetschung). W końcu, z jakiegoś powodu we wrześniu 1944 r. w KL Stutthof otwarto największą w okupowanej Europie kuchnię obozową, która miała zapewnić codzienne wyżywienie około 100 tys. więźniów. Jesteśmy uprawnieni do zadania pytania, kim byliby ci więźniowie. W tym czasie na obszarach podległych Rzeszy pozostawało przy życiu już zaledwie kilkadziesiąt tysięcy Żydów i Romów, a KL Stutthof był jednym z wielu kacetów.
Wracając do Pani pytania, Pomorze Gdańskie i Kujawy stały się jesienią 1939 r. jedną z pierwszych przestrzeni praktykowania niemieckiego - nazistowskiego ludobójstwa, swoistym poligonem ludobójczych praktyk. Opór Wojska Polskiego z września 1939 r. nie miał z tym nic wspólnego.
- Jaką najważniejszą lekcję - według Pana - powinniśmy wyciągnąć jako społeczeństwo z II wojny światowej?
- Przede wszystkim musimy bronić się przed ideami będącymi pożywką XX-wiecznych totalitaryzmów: komunizmu i szowinistycznego nacjonalizmu. Ich propagatorzy głosili nienawiść do ludzi z powodu ich statusu społecznego czy wiary w Boga, bądź przynależności rasowej lub narodowej. To te idee tworzenia społeczeństw nowego typu skutkowały zbrodniami na gigantyczną skalę. Ponadto nie możemy być reaktywni, musimy być gotowi na konfrontację ze złem, próbować mu zapobiegać, a gdy opuści współczesną Puszkę Pandory, skutecznie z nim walczyć.
Ta skuteczność zależy od spełnienia kilku warunków. Jednym z nich jest przekonanie w słuszność wartości, jakie reprezentuje wolny człowiek i świat, który tworzy. Należy uświadamiać społeczeństwu, że wolna wola i suwerenność są wartościami niezbędnymi dla rozwoju indywidualnego i zbiorowego. To suma indywidualnego wysiłku obywateli tworzy szacunek, jakim ich kraj darzą inne narody.
Należy pokazywać, jak wiele mogą osiągnąć obywatele Polski, gdy mają możność swobodnego rozwoju swoich talentów i korzystania z owoców wytężonej pracy. To buduje pozytywną dumę z własnego państwa. Osiągnięcia II RP są tego najlepszym dowodem. Tego bronili i o to walczyli obywatele Rzeczpospolitej pod polskimi znakami w latach 1939-1945. Trzeba się od nich uczyć tego, że dla Ojczyzny należy ciężko i systematycznie pracować, a gdy zaistnieje taka konieczność, bronić dobra wspólnego.
Trzeba mieć silną gospodarkę, dzięki niej środki na tworzenie i utrzymywanie zdolności obronnych. Będąc krajem średniej wielkości i średniej wielkości społeczeństwem musimy tworzyć trwałe sojusze oparte na partnerskich relacjach. Najważniejsi są ludzie o silnym morale, wypełniający swoje obowiązki tak w zwykłych warunkach, jak i w okolicznościach nadzwyczajnych.
Wyposażona w nowoczesne narzędzia wspólnota, broniąc jednostek, które ją tworzą, musi działać wytrwale i perspektywicznie, realizując wielkie zadania służące ogółowi, nie zważając na kadencje obowiązując czy to w życiu parlamentarnym, czy samorządowym. Ideałem byłaby sytuacja, gdyby zadania wymagające np. kilkunastu lat były konsekwentnie realizowane na podstawie konsensusu politycznego niezależnego od wyniku wyborów. Razem możemy więcej, tak w ramach wspólnoty obywatelskiej i jako członek silnych, międzynarodowych struktur obronnych. Zatomizowani, egoistyczni i osamotnieni nie jesteśmy w stanie oprzeć się agresji liczniejszych, zasobniejszych i bezwzględnych agresorów, np. takich jakich jak Federacja Rosyjska pod rządami Władimira Putina. Wprawdzie rok 2022 i kolejne lata pokazują, że wolny świat Zachodu potrafi zachować się inaczej niż w 1939 r., ale nadal w działaniach poszczególnych państw występują bardzo dużo egoizmu i krótkowzroczności, objawiających się „karmieniem” agresorów gigantycznymi środkami w zamian za ich surowce i inne towary. Ale nie wolno ustawać w działaniach, by to się zmieniało.
- Bardzo dziękuję za rozmowę!