„Jeśli ktoś musi uciekać z domu, trzeba założyć, że warunki życia w jego kraju są niezwykle trudne”. Dr Francesca Tessitore, psychoanalityczka, pracuje z migrantami przymusowymi i osobami ubiegającymi się o azyl zarówno jako badaczka, jak i klinicystka. Jej badania koncentrują się na związku między doświadczeniem ekstremalnej traumy a narracją autobiograficzną w kontekście przymusowej migracji i ubiegania się o ochronę międzynarodową. Jakie są największe wyzwania, przed którymi stają psychologowie pracujący z migrantami - i o czym wszyscy powinniśmy wiedzieć, aby zrozumieć doświadczenia osób zmuszonych do ucieczki ze swojego kraju?
Karolina Żuk-Wieczorkiewicz: - Zarówno Pani badania naukowe, jak i praktyka kliniczna dotyczą osób zmuszonych do migracji oraz osób ubiegających się o azyl. Jak to się zaczęło? Jak zaangażowała się Pani w tak trudną tematykę?
Dr Francesca Tessitore: - Podczas pracy nad doktoratem na Uniwersytecie Federico II w Neapolu zaczęłam badać macierzyństwo w kontekście migracji. W międzyczasie uzyskałam uprawnienia psychologa i rozpoczęłam pracę w kilku ośrodkach dla uchodźców i osób ubiegających się o azyl. Zmieniłam więc kierunek mojego projektu doktoranckiego i zaczęłam pracować z osobami ubiegającymi się o azyl oraz uchodźcami - zarówno jako badaczka, jak i psycholog kliniczna. Zaczęłam badać traumę migracyjną i zainteresowałam się badaniami oraz praktyką kliniczną z udziałem migrantów. Minęło już ponad dziesięć lat, odkąd zaczęłam zajmować się tymi zagadnieniami.
- Co jest najtrudniejsze w Pani pracy?
- Najtrudniejsze jest radzenie sobie z ogromną traumą, z jaką zmagają się migranci zmuszeni do opuszczenia ojczyzny. Często doświadczają oni podwójnej traumy. Pierwsza z nich to sama migracja - rodzaj codziennej „mikrotraumy” polegającej na konieczności redefinicji tożsamości, której wymaga się od migrantów. Muszą oni jednak zmagać się również z ekstremalną traumą (zazwyczaj o charakterze interpersonalnym), taką jak tortury lub inne naruszenia praw człowieka. Należy pamiętać, że większość przymusowych migrantów ucieka przed wojną lub prześladowaniami. Najtrudniejsze więc, zarówno dla badacza, jak i dla klinicysty, jest radzenie sobie z konsekwencjami wysoce traumatycznych doświadczeń. Kiedy wchodzisz w kontakt z takimi straumatyzowanymi osobami, musisz dostrzec i rozpoznać ich traumę - czasami nawet zanim oni sami to zrobią. Musisz także przyjąć ją w swoim umyśle. Pełnisz rolę „pojemnika”, a twój umysł musi funkcjonować jak umysł zastępczego świadka, przyjmując i przetwarzając to, czego druga osoba nie jest jeszcze w stanie znieść samodzielnie. To może być naprawdę trudne.
- Który aspekt Twojej pracy daje Ci największą satysfakcję?
- Największą satysfakcję czerpię z tego, że im pomagam. Kiedy wykonujesz tę trudną pracę, polegającą na przyjęciu ich traumy w swoim umyśle, kiedy nawiązujesz z nimi relację, możesz pomóc im odbudować więzi międzyludzkie i społeczne, które zazwyczaj ulegają zerwaniu z powodu traumy, jakiej doświadczyli. Tak więc kiedy widzisz, że dzięki swojej pracy możesz im naprawdę pomóc - to jest moment dający największą satysfakcję.
- Żyjemy w burzliwych czasach. Ponieważ na całym świecie toczy się wiele wojen i występują inne problemy, przymusowa migracja wydaje się palącą kwestią, która budzi wiele obaw. Czy uważa Pani, że potrzebna jest zmiana w publicznym dyskursie na temat migracji i migrantów? Jak sama Pani powiedziała, często są to osoby głęboko straumatyzowane. Co możemy zrobić?
- Aby zmienić dyskurs? Musielibyśmy zmienić sposób myślenia ludzi. Osoba zmuszona do migracji jest często postrzegana jako wróg, jako obcy, jako symbol tego, co nieznane - ale uważam, że tego rodzaju postawa wynika z silnych mechanizmów obronnych, które zazwyczaj uruchamiamy, gdy mamy do czynienia z obcymi (lub z czymś, czego po prostu nie znamy). Kiedy stykamy się z nieznanym, z ludźmi dotkniętymi traumą, których tożsamość jest zakorzeniona w innym kontekście społecznym i kulturowym, zazwyczaj odczuwamy ogromny niepokój - dlatego czujemy potrzebę uciekania się do pewnych mechanizmów obronnych, takich jak odrzucenie czy zaprzeczenie. Jeśli coś jest zbyt trudne do zniesienia, mamy tendencję do odsuwania tego od siebie.
Uważam jednak, że debata publiczna może ulec zmianie, jeśli my - jako badacze i klinicyści - zajmiemy się niepokojem, którego ludzie często doświadczają, stykając się z migrantami.
Na przykład pracuję z migrantami zarówno jako psycholog, jak i badacz, ale prowadzę również intensywną współpracę z profesjonalistami, którzy sami pracują z migrantami. Prowadziłam superwizję dla specjalistów pracujących w ośrodkach recepcyjnych, ponieważ musimy uświadomić tym osobom, jaki niepokój może wywołać kontakt z migrantami. Uważam, że ważne jest, abyśmy kierowali nasze wysiłki nie tylko na migrantów, ale także na osoby, które z nimi pracują. Ponadto musimy dzielić się wiedzą z innymi. Kiedy stykamy się z czymś tak trudnym i tak niepojętym dla naszego umysłu, musimy włożyć wiele wysiłku, aby zrozumieć powagę traumy. Pomocne w tym procesie może być nauczanie i uczenie się o migracji lub skrajnej traumatyzacji.
- Czy zna Pani z własnego doświadczenia przykłady migrantów, którzy pokonali swoją traumę i przystosowali się do życia w miejscu, do którego przybyli?
- Pochodzę z Włoch, które są specyficznym miejscem, ponieważ dla wielu migrantów zmuszonych do opuszczenia ojczyzny są one jedynie krajem tranzytowym. Większość z nich przybywa, ubiega się o ochronę międzynarodową, a po jej uzyskaniu wyjeżdża dalej. Zazwyczaj udają się do Niemiec lub Wielkiej Brytanii, ponieważ tam dostępne są różne możliwości, których nie ma we Włoszech. Na przykład, kiedy pojechałam do Wielkiej Brytanii w trakcie studiów doktoranckich, zauważyłam, że migranci, w tym ci z Afryki, są zintegrowani ze społeczeństwem.
- Rozumiem, że charakter pracy z migrantami różni się w zależności od kraju.
- Tak sądzę. We Włoszech, na przykład, mamy wiele problemów związanych z usługami i pieniędzmi. Wielu Włochów ma trudności ze znalezieniem pracy lub osiągnięciem zadowalającego standardu życia. Dla migrantów sytuacja jest jeszcze bardziej skomplikowana. Musimy również wziąć pod uwagę, że Włochy mają specyficzne położenie geograficzne: znajdują się bardzo blisko Afryki. Tak więc, na przykład, gdy uchodźcy rozpoczynają swoją podróż w Afryce Północnej, zazwyczaj trafiają do Włoch. Protokół dubliński stanowi, że pierwszy kraj, do którego się przybywa, jest miejscem, w którym należy ubiegać się o ochronę międzynarodową.
Kolejnym problemem są długotrwałe procedury. Jeśli przybywasz do Włoch jako migrant o nieuregulowanym statusie i ubiegasz się o ochronę międzynarodową, musisz długo czekać, zanim komisja rozpatrzy twój wniosek. W tym celu komisja prosi cię o opowiedzenie o twoich doświadczeniach sprzed migracji oraz w jej trakcie - ponieważ ma ona ocenić, czy uciekłeś ze swojego kraju z ważnych powodów, czy też nie. Problem polega na tym, że osoby zmuszone do migracji są zazwyczaj w stanie traumy - a gdy ktoś jest w stanie traumy, ma ogromne trudności z opowiedzeniem swojej historii i przedstawieniem spójnej relacji z tego, czego doświadczył. I tu pojawia się paradoks: jeśli ktoś jest w stanie głębokiej traumy, nie jest w stanie przedstawić spójnej relacji (bo jest ona zakłócona przez traumę), ale komisja ocenia właśnie tę relację i jej spójność.
W mojej pracy staram się pomagać osobom ubiegającym się o azyl w przezwyciężeniu zniekształceń narracji spowodowanych traumą.
- Czy pracuje Pani z nimi przed, czy po ocenie przez komisję?
- Zazwyczaj przed, aby mogli stawić się przed komisją w momencie, gdy ich trauma jest już w większym stopniu zintegrowana z ich światem wewnętrznym, a co za tym idzie, są w stanie włączyć swoje doświadczenia do swoich narracji. Problem polega na tym, że gdy ktoś jest w stanie traumy, moment jej wystąpienia (zwłaszcza w wypadku traumy interpersonalnej) zazwyczaj zakłóca organizację narracji. Zakłóca procesy pamięciowe. Kiedy doświadczamy traumatycznego wydarzenia, przechowujemy traumatyczne wspomnienia w inny sposób niż pozostałe, nietraumatyczne. Ten odmienny sposób przechowywania wspomnień ma pewne konsekwencje na poziomie narracji. Musimy więc pomóc im przezwyciężyć ten traumatyczny stan, aby osiągnąć lepszą integrację między traumatycznymi wspomnieniami a wymiarami narracyjnymi. To złożona kwestia.
- Zakładam, że każdy człowiek jest pod tym względem inny?
- Tak, oczywiście, każdy człowiek jest inny, ale jest też coś, co łączy wszystkich. Większość migrantów doświadczyła traumy interpersonalnej podczas podróży, począwszy od sytuacji przed migracją. Jeśli ktoś musi uciekać z domu, musimy założyć, że warunki życia w jego kraju są niezwykle trudne. Tak więc trauma zaczyna się przed podróżą, ale zazwyczaj podczas podróży przeżywają oni jeszcze bardziej traumatyczne doświadczenia związane z przemocą.
Często pracuję z migrantami przymusowymi z Afryki Północnej (Afryka jest regionem, z którego pochodzi większość migrantów przymusowych we Włoszech). Podczas podróży doświadczają oni wielu traumatycznych przeżyć w relacjach międzyludzkich. Na przykład przeprawa przez Saharę jest dla nich straszna, ponieważ na każdym punkcie kontrolnym, przez który przechodzą, spotyka ich poważna przemoc - kobiety są często wykorzystywane, a mężczyźni bici. Kiedy docierają do Libii, trafiają do ośrodków detencyjnych, gdzie także są ofiarami przemocy. Również przeprawa przez Morze Śródziemne jest bardzo trudna. Dochodzi więc do kumulacji traum i choć każda osoba jest inna, łączy je wspólne tło charakteryzujące się tą skumulowaną traumą interpersonalną.
- Czyli pamięć działa jak system obronny, który pomaga radzić sobie z traumatycznymi doświadczeniami, gdy ktoś nie jest gotowy, by się z nimi zmierzyć? Ale osoby dotknięte traumą muszą ponownie przez nią przejść i spójnie opisać przed komisją, aby uzasadnić swoją potrzebę uzyskania ochrony międzynarodowej?
- W rzeczywistości komisja ponownie wywoła traumę u migrantów, jeśli nie pomoże im się zrozumieć, co się wydarzy i dlaczego. Należy im wyjaśnić, jaki jest cel komisji, jaki jest cel wywiadu oraz dlaczego ważne jest stworzenie spójnej relacji na temat ich doświadczeń sprzed migracji i podczas niej. Ponieważ to właśnie na tej podstawie będą oceniani.
- Wydaje się to trudne…
- Tak, to trudne. Kiedy rozmawia się z osobami po silnej traumie i słucha się ich historii (tj. opowieści o ich podróży), zwykle ich relacja sprawia wrażenie fałszywej. Dzieje się tak, ponieważ występuje dysocjacja uczuć i emocji od tego, co mówią. Tworzą oni pewne oderwane, chaotyczne i specyficzne narracje - a co więcej, z powodu naszych mechanizmów obronnych, za pomocą których staramy się chronić samych siebie, kiedy słyszy się te historie, zazwyczaj myśli się: „Nie, to niemożliwe”.
- Co dokładnie wydaje się niemożliwe? Doświadczenia migrantów czy sposób, w jaki je opisują?
- Jedno i drugie. Zazwyczaj uważamy za niemożliwe, że doświadczyli oni wszystkich tych rzeczy, ale także że nie jest możliwe, by ta osoba mówiła prawdę, ponieważ sposób, w jaki opowiada swoją historię, jest całkowicie oderwany od rzeczywistości. Ich narracja brzmi tak, jakby opisywali coś „normalnego” lub „neutralnego”, na przykład codzienne zakupy na targu. Emocje są całkowicie odłączone - i jest to efekt dysocjacji, która jest typowym mechanizmem obronnym dla każdego, kto doświadcza ekstremalnej traumy (zwłaszcza jeśli jest to trauma interpersonalna). Rolą klinicysty jest próba udzielenia im pomocy w ponownym połączeniu wymiaru afektywnego i emocjonalnego z ich wspomnieniami.
- Zastanawiam się, czy przywracanie tych emocji, wyłączanie mechanizmu obronnego, nie jest w jakiś sposób krzywdzące.
- Dysocjacja jest oczywiście mechanizmem obronnym i potrzebujemy jej (podobnie jak wszystkich innych mechanizmów obronnych), aby nas chronić. Jednak jeśli dysocjacja i odłączenie emocjonalne trwają przez długi czas, stają się dla nas szkodliwe. Problem, przed którym stajemy jako klinicyści, polega na tym, że musimy rozpoznać dysocjację jako mechanizm obronny - a także dostrzec jej negatywne konsekwencje. Oczywiście tylko psychologowie kliniczni mogą wykonywać tego rodzaju pracę, ponieważ reintegracja jest procesem złożonym i wymagającym. Musimy wykazać się empatią; musimy przyjąć ich traumę do naszych umysłów i musimy robić to wszystko ostrożnie.
- Jak Pani zdaniem można by ulepszyć system (na przykład system rządowy), aby pomóc tym osobom?
- Uważam, że system mógłby im pomóc skuteczniej poprzez zwiększenie środków finansowych przeznaczonych na tę dziedzinę. To pierwsza rzecz. Na przykład we Włoszech mamy ośrodki recepcyjne, w których osoby ubiegające się o azyl przebywają w oczekiwaniu na termin spotkania z komisją. Jednak rząd nie inwestuje w te ośrodki. Tak więc w jednym ośrodku, który przyjmuje około 200 osób, mamy tylko jednego psychologa, jednego nauczyciela języka włoskiego i jednego specjalistę ds. edukacji - to zbyt mało, by zaspokoić potrzeby.
- Powiedziała Pani, że większość migrantów, z którymi Pani pracuje, pochodzi z Afryki. Jak się Pani z nimi komunikuje? Przypuszczam, że bariera językowa może stanowić spore wyzwanie.
- Pracujemy z nimi z pomocą konsultanta kulturowego. W niemal każdym ośrodku recepcyjnym jest konsultant kulturowy lub mediator, który mówi w języku migrantów i uczestniczy w sesjach lub rozmowach z nimi. Zazwyczaj jest nas więc troje: migrant, psycholog i konsultant kulturowy odpowiedzialny za tłumaczenie.
- Zakładam, że różnice kulturowe również stanowią przeszkodę?
- Oczywiście, że tak. Pracując z migrantami, trzeba być świadomym kultury, z której pochodzą. Idealna sytuacja byłaby taka, że pracowałoby się z osobami reprezentującymi kulturę, w której się specjalizuje. Na przykład jako klinicystka pracowałam z nigeryjskimi osobami ubiegającymi się o azyl. Studiowałam kulturę Nigerii, a także nigeryjskie zwyczaje i tradycje. Nauczyłam się również dostrzegać wiele aspektów kultury włoskiej, które mogą wydawać się im niezwykłe. Podsumowując: różnice kulturowe są oczywiście przeszkodą, ale z przeszkód zawsze można się czegoś nauczyć - i przekształcić je w szanse.
Różnorodność kulturowa ma ogromny potencjał; można się z niej uczyć i czerpać korzyści - wystarczy zachować otwarty umysł.
- Bardzo dziękuję!
Francesca Tessitore odwiedziła Wydział Nauk Społecznych w czerwcu 2026 roku. Poprowadziła seminarium kliniczne dla studentów psychologii Uniwersytetu Gdańskiego oraz pracowników Dziecięcego Ośrodka Psychiatrii i Rehabilitacji Dziennej w Gdyni, kierowanego przez dr Anitę Sumiłę, który współpracuje z Instytutem Psychologii.